Nad cichym strumieniem

Nad cichym strumieniem drzewa zasypiają
pod czapką snu westchnienie błądzi
noc roztańczona gra na harmonii
pod płaszczem ciszy marzenia goni.

Wymknęła się noc do odległej wioski
uginają się dachy pod jej ciężarem
na wieży kościelnej dzwon północ wybija
a cisza nocna powietrze spowija.

Nad cichym strumieniem liście budzą drzewa
łaskoczą je świtem i lotem jaskółek
wytarte widoki rozświetla poranne słońce
świerszcze grają leniwie w cieniu liści na łące.

Nad cichym strumieniem dzień się przetacza
słońce się unosi z blaskiem w ciepłych oczach
delikatny oddech wiatru muska lekko plony
na polu i łące świat ciszą otoczony.

Poezja jak źródło

Przy głazach głuchych na słońcu
między trawami wśród mrówek
wciąż biegnie stopą zmęczoną
z twarzą od słońca czerwoną.

Bez złudzeń, to biegnie poezja!
w bruzdach, bajorach i kurzu
z ognia i dymu wschodząca
poezja swym źródłem służąca.

Z ufnością dłonie wyciąga
w dzień mówi a nocą milczy
u progu serca każdego
promieniem dnia wschodzącego.

To Ona wschodzi ziarnami
na skrzydłach ptaków się wznosi
otwiera sumienia z klucza
smuci, miłuje, poucza…….

Gdy noc nadchodzi

Gdy noc nadchodzi

Noc cicho strzela ku niebu
ziemia unosi się w gwiazdy
cisza do łóżka przytula każdego,
lecz sen nie przychodzi nie wiedzieć dlaczego?

Noc pochyla się nad twarzą
i przygląda jej uważnie
za oknami sny się tłoczą
coś gadają, coś mamroczą.

W głowie spokój, sen przytulasz
co z nadzieją Cię kołysze
ciepłe ręce pełne nocy
zapraszają- zamknij oczy.

Więc odpływasz coraz dalej
coraz śmielej w sen zapadasz
odpoczywasz w locie sennym
pod skrzydłami nocy ciemnej.

Księżyc w swej srebrzystej smudze
spędza błyszcząc noc przy Tobie
a Ty leżysz sen przemierzasz
noc do świtu czas odmierza.

Rankiem brzask się rozpościera
usiadł ptak na parapecie
świt przystojny czar roztacza
promień słońca życie wraca.

Kamienice z przeszłością

Stare domy spełnione w cieniu jutra wciąż stoją
słońce błądzi po murach przeraźliwie nagich
krawędź światła ucieka zalewając się strachem
ślady swoje zaciera zasypując piachem.

Domy stare, skulone w czerwień cegły ognistej
strzegą życie lokalne mroczne bramy kamienic
tajemnice familoków klamrą czasu zamknięte
cierpko leci melodia przez okno nie domknięte.

Po kryjomu przychodzi noc co z dniem się żegnała
drzwiami mocno trzasnęła aż futryna zadrżała
nikt tu o nic nie pyta, każdy w ciszę chce wierzyć
z bladą twarzą przejętą móc kolejną noc przeżyć.

W ramionach nocy

W głębokich pieleszach nocy gra sen u progu
w kokonie sennym zakwita szeptem i ciszą
kołyszą się śmiechy, drży nocy potęga
łka szczęście z pragnieniem co świtu dosięga.

Pochylam się nad Tobą w nocy suchej, milczącej
ciszą odpływają słowa w ustach zamknięte
łzami szczęścia się toczysz po kulisach mej twarzy
w noc spokojnie owijam to co jeszcze się zdarzy.

Pod wezwaniem miłości w sercach naszych utkwiła
senna noc co krzyczy w zanurzonych ramionach
rozczesuję grzebieniem szepty nocy głębokiej,
która świtem uleci zawstydzonym obłokiem.

Nadchodzi jesień

W cień usuwa się powoli lato tegoroczne
jesień czai się za progiem jak pająk w swej sieci
drzewa dyszą w swych konarach ostatnią zielenią
barwy lata już odchodzą, w jesień wnet się zmienią.

Słońce blaskiem opasuje resztki tego lata
liście wiatrem upojone bujają w obłokach
ptactwo arie wyśpiewuje póki ciepło płonie
w lot pojmują krzyk przyrody, to lata już koniec!

W swej zadumie słońce grzeje póki lato trwa
ściga z wiatrem się do mety promień jasnozłoty
kończy lato swój maraton z metą przy jesieni,
która znacząc swą odrębność barwy jego zmieni.

Wakacyjne jeziora

Z wiatrem się spotkałam nad brzegiem jeziora,
gdzie fala kamienie pieszczotliwie tuli
kępy tataraków z dumą się kołyszą
a ja idę brzegiem i szepty ich słyszę.

Przybiegł wiatr nad wodę przyrodę ogarnia
przewraca kamyki tarmosząc je cicho
toczy się wesoło, sitowiem kołysze
ja siedzę na brzegu wsłuchując się w ciszę.

Fala pianę bije po brzegu wędruje
drzewa gałęziami wzięły się pod boki
czuję jak przyroda czarując zielenią
w moim sercu żyje obrazem się mieniąc.

Drzewa szumią głośno nad brzegiem jeziora
z wiatrem już usiadły, by wspólnie szumować
a ja urzeczona natury tworami
w myślach zapisuję obraz kolorami.

Szal z natury chłodnej jezioro otacza
na płótnie z przyrody brzeg jego owija
wrażenia tak piękne z nad kręgu jeziora
zabiorę, gdy przyjdzie powrotu już pora.

Porwane marzenia

Porwał wiatr marzenia zawinął w płat chmury
z grymasem spogląda unosząc je szybko
przeleciał nad łąką masując drzew liście
marzenia me zgubił wśród pól oczywiście.

Nad łąką zieloną jak wieczna nadzieja
pomyka, szaleje na zgubę nie patrzy
to w berka się bawi, z myślami się ściga
po moich marzeniach została mi FIGA.

Skansen

Snopem złotym się podparły
na skraju polany chaty
okna stare, drzwi skrzypiące
schodki do izb prowadzące.

Zza firanek ręcznie tkanych
dzień zagląda wąską smugą
barwne kwiaty pod oknami
słoneczniki wraz z malwami.

Tuż przy wejściu ławka stara
wciąż zaprasza na siedzisko
a nad drzwiami zioła wiszą
wiatrem schną i się kołyszą.

Wnętrze izb przeszłość ukrywa
stół, 2 zydle, łóżka stare
na klepisku w wielkiej sieni
urządzenia gospodyni.

Zapach wieków się unosi
życia przodków ziemi naszej
ciszą chaty wypełnione
w dotyk czasu obleczone.

Jesienny sierpień

Warkocze zimna oplatają sierpień
drżące liście drzew kołyszą się z wiatrem
wśród leśnej gęstwiny chłód zamieszkuje
jesienną pogodę już nam szykuje.

Oko jeziora smutnie spogląda
sitowie szumi żałosnym płaczem
nad brzegiem hula wiatr powsinoga
powieje, zamiesza i znów rusza w drogę.

Słońce zasłonę z chmur odchyliło
nieśmiało spuszcza powój z promieni
na ziemię rzuca delikatne sieci,
lecz przyszły chmury i znów nie świeci.

I tak jesienną aurę funduje
sierpień, którego lato nie chciało
słońce nieśmiałe, wiatr szalony hula
a sierpień płacze i deszcz przytula.

Oberwanie chmury

Deszczu zasłona na ziemię spadła
w gąszczu piorunów i huku
uderzeń razy, ulewne padanie
z jękiem chmur oberwanie.

Burzowe dźwięki grozą zabrzmiały
paraliżował stan strachu
przez miasto woda płynęła mała
w chwili – potopem się stała.

Woda koszmarem i przerażeniem
mknęła ogromu potokiem
takiej ulewy nikt nie pamięta
POTOP gdzie sięgnąć wzrokiem.

Chwil kilkanaście minęło może
słońce wyjrzało figlarnie
cisza i spokój zapanowały
grzać znów zaczęło upalnie.

Letnie słońce

Słońce wzeszło oddech łapie
grzać mu przyjdzie cały dzień
w tej gorączce każdy sapie
i umyka szybko w cień.

Jednak upał niesie radość
zwłaszcza, gdy urlopu czas,
bo słoneczka nigdy dość
niech dopieszcza latem nas.

Bo, gdy minie piękne lato
i wakacji przyjdzie kres
nie poradzisz już nic na to
znów przed Tobą pracy stres.

Piękno naszej ziemi

Przechadza się słońce pasmem jasnej drogi
ciepłym wzrokiem spogląda w gospodarstwa progi
widzi ścieżki splątane wśród pól się wijące
co kochają z natury kamień, piasek i słońce.

Na łąkach dalekich natura się gości
wybujała latem źdźbła zielone mości,
znów nad jezior brzegami tataraki rosną
czuje się tu dobrze natura już wiosną.

Hen gdzieś daleko gęste lasy szumiące
zakochane w przyrodzie, szumem drzew pachnące.
Zaś gór pasmo przytula zbocze dnia ciepłego
a słońce zaprasza do spaceru długiego.

Blask słoneczny otula latem ziemię z naturą
szalem z ciepła utkanym ze słoneczną fakturą.
Piękno ziemia nasza w każdym kącie skrywa
wędrówką cierpliwą możesz je odkrywać.

Z wiatrem po miłość.

Pod starym adresem natury na łące pokrytej zielenią
toczy się życie maluczkich wśród kwiatów co barwą się mienią
a ja po ścieżce idę utkanej z piachu przed siebie,
by dotrzeć z wiatrem we włosach tą ścieżką prosto do Ciebie.
Na skrzydłach miłości będziemy stopami przyrodę pieścić,
by móc zebrane szczęście w kielichu natury zmieścić.
Wtuleni pod płaszczem miłości przejdziemy przez puszczę życia
obok natura po drodze, przed nami nowe przeżycia.
Wędrujmy zatem spokojnie w ciąg dalszy naszej przygody
w orszaku z wiekiem dojrzałym i w towarzystwie przyrody.

Kochać to nie grzech

Chmury uśmiechem wiążą pogodę
słońce radośnie rzuca swym ciepłem
razem idziemy w myśli swobodę
po linii życia w przestrzeni letniej.

Razem za rękę przez las natury
w promiennych warstwach lat naszych żniwa
tam pochylają się drzew kaptury
a my wciąż razem choć czas upływa.

Natura świadkiem naszego mijania
wśród śpiewu ptaków i szumu drzew,
więc korzystajmy z daru kochania,
bo iść z miłością to nie jest grzech.

Andropauza

Sprzeczności w sobie całe mnóstwo mają,
lecz ciągle przed nami młodych udają
w średnim wieku panowie z andropauzą u boku
andropauza- co to jest? i doznają szoku…
A brzuch duży? – chyba Ci się zdaje
musiałem pewnie zbyt dużo się najeść
A zmiana nastrojów? – oj chyba żartujesz,
że te nastroje mi przypisujesz
Zadyszka? – ciężką pracę zrobiłem
dlatego kobieto się bardzo zmęczyłem
A nadciśnienie? – bo mnie kobieto znowu denerwujesz
dlatego w ciśnienie wysokie pakujesz
A nadwaga? – parę kilo więcej, nie przesadzaj
mnie taka waga nie przeszkadza
Fizycznie zmęczeni? – to akurat ich nie cieszy,
lecz tu śpiewkę mają swoją, że im nigdzie się nie śpieszy.
Bardziej nerwowi? – taki rocznik nerwowy
cóż więcej Ci powiem
Mniej już sprawni? – ale jeszcze jakoś działam
skoro się kochamy mała…
Tacy właśnie są mężczyźni w andropauzę wciąż nie wierzą,
lecz zapewniam Was gorąco w niej problemy Wasze leżą.

Między życiem a …życiem

Między niebem a ziemią życie potokiem przemija
pod murami losu donośnie zegar swój rytm wybija.
Między dniem a nocą sznur ciszy targany pracą
wątpliwym zajęciem z równie niską płacą.
Między deszczem a słońcem blask życia rosą tkany
z kroplami deszczu w dłoniach świat nasz zahukany.
Między Bogiem a prawdą ta ziemia przeżywa katusze
na skrzydłach przebudzenia odlatuje krzycząc
ja się duszę! ja się duszę!

Skrzydlaci przyjaciele

Na skrzydłach radości i świetle dnia
wzbiły się ptaki w swym locie
pod przewodnictwem promieni słońca
nie myślą o szybkim powrocie.
Loty wysokie, skrzydło gorące ptaków
sieć znaków maluje
w źródle obłoków lot zawirował
a nam ich śpiewu brakuje.
Wzleciały w przestrzeń błękitu obłoków,
by wrócić z wieczności na drzewa
tu jest ich miejsce, tutaj wracają,
by nam w południe zaśpiewać.
Te ptasie dźwięki to magia ziemi,
to zapach dnia skrzydlatego
loty szerokie, śpiewy wysokie,
to radość świata ptasiego.

Sierota…

Omijasz z daleka widnokręgi cierpień
niech kurz pokrywa zamierzchłe sprawy
nie dbasz o przeszłość co już historią
na klucz zamkniętą w pamięci czasu,
więc dorastałeś z duszą zranioną
błądząc przez życie zbyt smutne
Ty porzucony, niedoskonały
jakież to życie okrutne!
Na każdym kroku ironia losu
bez twarzy bliskich Ci ludzi
już zapomniałeś jak wyglądają,
wspomnienie żal tylko budzi.
W przedmowie życia czas Cię nie szczędził
niegdyś kulawy…..dziś pędził
w tym życiu szpetnym nikt Cię nie kochał
z Tobą w modlitwie nawet Bóg szlochał.

Matka

Matka- najpiękniejsza gwiazda dzieciństwa mojego
Matka- najbogatsza z postaci świata kobiecego
Matka- najdroższe serce jakie w życiu znamy
Matka- wszystko w tym słowie zawarte kochamy
Dla Ciebie dzień budzi się a mrok w noc zamienia
Dla Ciebie pachną kwiaty błękitem sklepienia
Dla Ciebie z wstęgi ułożę drogę, byś po niej kroczyła
bezpiecznie i obok, byś zawsze przy mnie była.
Ty jesteś Mamo ciepłem w gnieździe życia mego
będziesz moją światłością Mamo do dnia ostatniego…

Menopauza

W pewnym wieku co tu gadać ciało toczy swe dialogi
jesteś starsza, już Ci wolno, idź ostrożnie,patrz pod nogi.
Zmiany wszelkie dają znać, już zaczęło się chrupanie
w drobnych stawach, kręgosłupie i na koniec też w kolanie.

Przemijanie się zaczęło i skutecznie rytm wybija
menopauza rządzi ciałem, lecz w tym wina jest niczyja.
Dosyć tego! Ileż można! ciało walkę wręcz podjęło
dobre leki, specjalista wyrównaniem strat zajęło.

W pewnym wieku co tu kryć zauważam zmian bez liku
chrupkie stawy i kręgosłup to jak przydział Twój w koszyku,
lecz nie stresuj się zbyt mocno, gdy chrupanie Cię namierzy
każdy młodym teraz będąc musi się z tym kiedyś zmierzyć.

Życie zebrane w bukiet

Dajesz mi kwiaty kochany- ja chwile wspaniałe dla Ciebie
dajesz mi miłość najdroższy- ja ciepło gorące od siebie
z wiosną mi dajesz kwiaty tęsknoty bzu pachnące
z małą kruszyną konwalią zerwaną na bliskiej łące.

Latem mi przynosisz bukiety róż czerwone
rzucone w płatkach pod nogi, w symbol miłości złożone.
W barwnej jesieni zbieram bukiety w życie wpisane
co różą w sercu od Ciebie i dla mnie podarowane.

Zimą otulona ciszą śnię u boku Twojego
z bukietem kwiatów na stole zebranych z roku całego,
bo miłość jest najważniejsza i Ty przed całym światem
a ja kochany dla Ciebie róży bezcennej kwiatem.

Nie mieć… a być

Twe życie nabiera rozpędu i nie wiesz jak się potoczy,
gdy pycha przesłoni Ci rozum a chciwość naiwnie oczy
balastem będzie też życie, gdy serca wartości nie cenisz
bez tolerancji i wiary swe życie w piekło zamienisz.

Doceń wędrówkę życia, naucz się sercem wybaczać,
by w rozrachunku sumienia już się psychicznie nie staczać.
Pozbądź się pychy, snobizmu i fałszu z życiowej palety,
bo kiedy koniec nastąpi wszystko zostawisz niestety…

Żyj fantazjuj…

W korytarzach sumienia drzwi z fantazją otwarte
na granicy snu z jawą z myśli Twojej wyparte.
Nosi Cię po zaułkach skupionego sumienia
to zamykasz się w sobie, to znów szukasz istnienia.
Spokój chwili pozornej wciąż przewraca Twe życie,
by dosięgnąć na jawie o czym marzysz wciąż w skrycie.
Nie obawiaj się pokus, przywróć spokój na twarzy
żyj, fantazjuj, bo nie wiesz co się jutro wydarzy.

Ktoś….

Stoi pijak pod sklepem na poręczy oparty
bełkotliwie narzeka jaki to świat nic warty
w takt promili się kiwa z głową ciężką na karku
wypatruje znajomych” ze swojego folwarku”.
Czasem krzyknie bez sensu, ręką machać zaczyna
coś bełkocze, coś śpiewa potem znowu przeklina.
Pogrążony w bezczasie człowiek nazbyt ubogi
na margines zepchnięty niczym kula u nogi.
A gdy wieczór zapada ów człek ruszać zaczyna
w znanym sobie kierunku swojej drogi się trzyma.
Jak z potokiem przypływa postać jego już znana
cieniem ludzkim przed sklepem od samego rana.
I tak stoi bez jutra człek o twarzy zapadłej
po swojemu szczęśliwy w swej niedoli bezradnej.

Nadejście wiosny

Deszcz się zaplątał pod niebem wiosennym
i osiadł kroplą na trawie
a wiosna niesie letnie okrycia
do tańca na ciepłej murawie.
Przy dziennym obchodzie wiosna króluje
rzucając ciepło niedbale
z chmurami w zanadrzu i słońcem u boku
bawi się doskonale.
Lekko odziana w luźną sukienkę
płynie pod pachę z obłokiem
z wyraźnym ciepłem i ciszą burzy
swym posuwistym krokiem.
Witaj wiosenko! panno zielona
z warkoczem kwiatów pachnących
dobrze, że jesteś zajęta pracą
pośród zagonów kwitnących.

Życie teatrem jest

W życiu jak na scenie spektakl się odbywa
każdy z nas na deskach rolę swą przeżywa
tyle spraw za nami, część wciąż do przeżycia
w roli głównej z sobą w epilogu życia.

Sztuką życie jest taką rolę mamy
puentą przedstawienie jakie odegramy.
Wiosna teatralna w życiu wiekiem bywa
role się zmieniają, gdy nam lat przybywa.

Lecą bociany

Na niebie pogodnym i ciepłym wraz z wiosną lecą bociany
mijają znajome domy, słupy i wiejskie łany.
Głosem wiosennym wzywa gniazdo z gałęzi wzniesione
gniazdo ze starym adresem przez boćków już namierzone.

Na błotnym łonie natury chętnie bociany żerują
czatując nieruchomo ofiary swej wypatrują.
Jak roku każdego wracają, by w gniazdach potomstwo wychować
i z końcem letniej przygody podróż powrotną planować.

Upojne noce…

O matko czarna szeptem nocy przyzwana
ty nas otulasz swą mądrością do rana,
toczysz ciche szepty i czułe objęcia
rozwijasz duszną nocą miłosne zajęcia.

Zza węgła ciemności drga oddech skupiony w mroku
zagląda w źrenice gwiazd jak w oczy Twoje w amoku
ulewą szczęścia dotyka bieli Twojego ciała
a radość zamknięta w sercu na zawsze w nim pozostała.

W ciasnych ramionach nocy, gdy czerń się toczy do świtu
zamknięte pożarem ciała spragnione swojego dotyku.
Harmonia wypełnia piersi, blask dnia dobija targu
ciało gra jeszcze miłością zbudzone z nocnego letargu.

Kołysze się wiatrem nadzieja lekka jak nocy mijanie
skropiona sokiem z granatu na puste już rankiem posłanie
z nocy rozwijasz radość a dzień je w tęsknotę zamienia,
bo róża zakwita nocą w ramionach męskiego pragnienia.

Cierpliwe wyczekiwanie

Z otwartych jeszcze marzeń szukam sposobu na siebie,
by wyrwać się splecionym warkoczem wzruszeń do Ciebie
myślę i planuję, wprowadzam w życie spojrzenie,
które drogę znacząc daje mi natchnienie.

Myślami jestem ponad wszystko, by wyrwać się z szarości obrazu
którego tłem jest życie i twarz bez makijażu.
Codzienność myśli pozwala czuwać nad serca ciszą,
gdy na skraju milczenia słowa już się nie słyszą.

Zatrzymuję spojrzenie zanurzone w Twojej nieobecności
do czasu, gdy powrócisz i znów radość zagości.
To mój sposób na przetrwanie, wciąż czekam zamyślona
z rozsypanej przestrzeni zbieram Ciebie- ja Twoja żona.

My i nasze siątki…/ 50, 60 /

Przeminęły młode lata w dojrzałości tkwimy
po młodości ani śladu, lecz się nie martwimy,
bo przeżycia nas złączyły a miłość odmłodzi
i nic więcej nam nie trzeba, przecież o to chodzi.
Jesteś ze mną, ja przy Tobie czas tu nic nie zmieni
przyszłość razem przemierzymy ku naszej jesieni.
Nasze lata nie przeszkodą, by się życiem cieszyć
dbajmy zatem wciąż o siebie, bo się trzeba śpieszyć.

Leżąca w cierpieniu starość

Życia już nie słucha, wie co dalej będzie,
bo początek końca szaleje w rozpędzie
ściska serce bólem i żalem istnienia
ściera się z drżącymi ustami milczenia.

Z krzykiem zaświtały życia dni na niebie
w niebiańskim spojrzeniu podobne do siebie
goniły się węsząc ile dni przed nimi
tocząc się w pośpiechu dobami pustymi.

Życie się wyludnia stare ciało głosi,
bo na swych ramionach śmierć codziennie nosi.
Starość chora jest okrutna jeśli się nie broni
bezlitosna i samotna tak się mówi o niej.
Pan Bóg nad starością bardzo się pomylił
zmęczony tworzeniem wiele się nie silił.

Marzec

Marzec wiosną nas powitał
ciepłą aurą trąci
wiosnę rzucił i nie pytał
w głowach ludziom mąci.

Wiele dni wiosennych przyniósł
aurą kręci odrobinę
nocą śnieg z zanadrza wyniósł
rzucił nam białą pierzynę.

Marzec właśnie różny bywa
ciepło z chłodem miesza
zima jeszcze w nim przebywa
palto z puchu wiesza.

Zima w marcu nic nowego
porzekadło głosi,
lecz czasami w dniu następnym
zima się wynosi.

Moje serce Twoim

Serce miłość rozwiesza jak muzyka swe dźwięki,
które toną lecz płyną rytmem czułej piosenki
w sercu miłość spoczywa na swym łożu oparta
nazbyt krucha i ciepła, lecz zabiegów Twych warta,
więc wygarnij tą miłość niech zapłonie w ciemności
i nie czekaj aż zgaśnie, lecz zatańczy z radości.

Z biegiem lat dojrzalsza miłość

Miłość spełzła z biegiem lat
jakby słabsza zdaje się,
lecz nie prawdą to stwierdzenie,
bo ja nadal kocham Cię.

Miłość wciąż realną jest
odnajduję ją przy Tobie
bez uczucia w związku źle
wszystko więc z miłości robię.

Upłynęło wiele lat
a my z wiekiem nieco starsi
i z bagażem trudnych chwil
o przeżycia te dojrzalsi.

Lejce losu każdy trzyma,
by odnaleźć drogę życia
dziś już wiem z upływem lat,
że w miłości sens przeżycia.

Samotność

Samotność jak róża kłuje dotykiem i rani
w swej zadumie przytulona w bezsensu otchłani
zaś o poranku gasi pragnienie nadzieją
na przetrwanie, gdy idzie wyobraźni aleją.
Zbyt wiele bolesnej miłości wystawiła za próg
opuszczone tęsknoty, często słowa zimne jak lód.
Serce Twoje samotne jak losu ironia
smutne myśli na twarzy, a spojrzeniu agonia.
Ta samotność przetrwała jak prawd starych szpargały
między rankiem a nocą wciąż boleśnie dzień cały.
Cieniem wlecze się zwątpienie i do stóp układa
w ciszy krzyczy, przeraża i beztrosko dopada.
Dokąd uciec przed tobą samotności krucha
byś zajęła się sobą nie stanem mego ducha?

Nowoczesność tej ziemi

Nowoczesna technologia w łapy swe porwała
i na ziemi osaczyła cały świat bez mała.
Wiek XXI rządzi a życie wymusza
człowiek zapatrzony w nowość na podbój wyrusza.

Ekran, myszka, klawiatura wszędzie towarzyszą,
że wołania Matki-ziemi ludzie już nie słyszą.
Nowocześnie na tej ziemi człowiek żyć potrafi,
lecz czasami wpada w sidła swojej własnej mafii.

Łzy nieba…

Po policzkach nieba lecą łzy co deszcz rozłożył
to Bóg płacze nad tym światem, którego sam stworzył
ludzie rządzą się na ziemi własnymi prawami
dręczą, krzywdzą, oszukują- nie myślą czasami.
Bieda, wrogość, ból, cierpienie. Ludzie co robicie?
Czemu tyle zła i wojen na ziemi tworzycie?
Na tej ziemi co być miała jak chlebem pachnąca
a została tylko sferą wielki ból niosąca
a więc płacze boże niebo deszczem miłosiernym
opamiętać czas się zacząć TY NARODZIE wierny!

To wszystko już było

Skrzydła nocy miłosnej śpią w różowych puchach
a Ty będąc obok mej miłości słuchasz,
Ty grałeś w mym sercu, które strzałą ranione
zemdlało z wrażenia do Ciebie przytulone.

To wszystko już było- dostałam amnezji
okiennice zamykam, wchodzę w świat poezji.
Tęsknota spłonęła, miłość już nie krzyczy
tylko się oddala jak piesek bez smyczy.

Młodość, miłość, pocałunki- to wszystko już było,
lecz chyba na zawsze nie wszystko skończyło?
Dzisiaj to dojrzałość nasza mi zasłoni
garść miłości na talerzu z ciepłem Twoich dłoni.

Gwiazdy z marzeniami

Jest dom w niebiosach ukryty wzniesiony w błękicie obłoków
gdzie gwiazdy drzemią z podróży wśród światła błyszczących potoków.
Ten dom co niebem się zowie tor gwieździe wskazuje, gdy spada
w milczeniu dotyka ziemi, marzeniem w Twe ręce wpada.

I z głową zadartą ku niebu tłum gwiazd odwiedzasz z nadzieją
niewiastę miłością zdobyć i myśli radosne jaśnieją.
A miłość gorąca na ziemi tu czeka ukryta głęboko,
lecz musisz ją złapać koniecznie w ramiona otwarte szeroko.

I oto miłość spragniona przywarła do Niego radosna
pod czujnym okiem i sercem przyszła z uczuciem jak wiosna
a Bóg pochyla się z nieba, przygląda się przeznaczeniu
cóż powiesz teraz dobrego, sprostałem Twojemu marzeniu?

Pokój pachnący przeszłością

Twój pokój zapachniał kwiatem róży w wazonie,
gdy słońce tańczyło klaszcząc ciepło w dłonie
na komodzie serwety tknięte czystą czerwienią
pielęgnując blask słońca purpurą się mienią.

Nawet melodia sącząca się z odbiornika
z zapachem triumfalnie ten pokój przenika.
W cichym tańcu zapachów podlewasz kwiaty pełne pragnienia
polewając je delikatnie dzbankiem wody w milczeniu.

Potem siadasz przy lustrze jakby nieco zmęczona
przed siebie patrzysz nieobecna i wciąż zamyślona
a ja obok będąc patrzę i nie widzę Ciebie
lustro milczy, brak muzyki, przecież byłaś- tu u siebie.

Czemu znikasz? gdzie jesteś? przecież Cię widziałam
byłam tutaj tuż za szybą z Tobą rozmawiałam
i ten zapach co zniewolił wszystkie moje zmysły
przecież byłaś, wiem to teraz, ale czary prysły.

Ja wciąż będę jeśli zechcesz do Ciebie zaglądać,
by zobaczyć jak w swym lustrze lubisz się przeglądać
a gdy obok będę patrzeć, znów Cię nie zobaczę
pośród ciszy i zapachów cichutko zapłaczę…….

Miłość cicho szeptana

Pocałunki Twoje żyją przy muzyce kwiatów
czułe słówka się czerwienią owocem granatów
usta Twoje wzruszone w blasku włosów zajęte
miłość ogniem płonącą wyszeptały przejęte.

I do uszu dobiegło serca Twego wyznanie
jesteś moja jedyna, kocham Ciebie kochanie.
Co za obłęd miłosny kruszy duszy podwoje
i za głosem miłości dajesz serce swoje.

Tak kobiety spragnione słów rozkoszy czekają
porywają je z ciemności, gdy mężczyźni szeptają
każda chce być kochana i z czułością tulona
dla jednego dziewczyna, dla innego żona.

Ciemność stroi ich serca jasnym blaskiem miłosnym
czułe słówka szeptane z pocałunkiem radosnym.
Blask księżyca się wdziera do małżeńskiej alkowy
a mężczyzna swą miłość pić ze źródła gotowy.

Przechodniu nieznany

W pustych korytarzach przestrzeni mijasz ludzi zabieganych,
którzy wciąż idą lub biegną tacy obcy i nieznani.
W światłach dnia milczącego przechodnie równie milczący
jak bez twarzy, zamyśleni trącają się niechcący.
Wciąż się kręcą, mijają, zatrzymują chcąc wrócić
czas ich goni, by w końcu tą gonitwę porzucić.
Niebo z czasem się ściga schyłkiem dnia emanuje
chciej przechodniu powrócić…niebo wieczór szykuje.
Obudzony czas minął, przemarsz kroków zamknięty
obraz spojrzeń zgubionych w jedną dobę ujęty,
gdy uśpieni na dnie nocy rankiem żyć zaczynają
znów przechodnie zamknięci w swej skorupie się mijają.
To codzienne prawo drogi tej szarej bytności
wyścielone wędrówką ludzi do późnej starości.

Słowa…słowa

Ze słów potokiem wędruje życia karawana
nieustanne słowa, słowa codziennie od rana
ciągle mówią, przekazują lub walczą ze sobą
w kolcach ciszy to one panują nad Tobą.
Połamane marzenia z hukiem legły na glebie
to przez słowa zbyt harde wytaczane przez siebie
burzą ścieków rzucane bezlitośnie w twarz nieba
nad ich treścią doprawdy zapanować trzeba.
Czujnie słowa dobieraj w treści życia piosenki,
bo na tratwie zbyt lichej zniszczysz wszystko od ręki.
Słowa ranią i bolą jak rozległa epidemia
palą wszystko i niszczą na pokładzie ziemia.
Tak przez życie stukotem dzwonią słowa mówione,
które zamiast budować niszczą co jest tworzone.

Razem dniem, razem nocą

Ukradłeś mi serce moje, ukradłeś mi dwie komory,
lecz jedna jest dla mnie- być musi a druga na nasze amory
w sercu z miłością jest ciasno, lecz dreszczem przyjemnym płonie
w szaleństwie burzy miłosnej niech nocy nie będzie koniec.
Ciemność za oknem osiadła, spokój się sercom udziela
ogarniam myśli leżące a noc na wartości przybiera.
Płyniesz wraz ze mną do rana za nocy firanką ciemną
nocy bogatszej od świtu, nocy w przeżycia przyjemną.
Ukradłeś mi serce już dawno, zabrałeś też miłość jego,
by razem bezpiecznie kosztować w urokach życia wspólnego.

Miłość nas otacza

Miłością z serca dzielić się trzeba
miłość serc naszych jak kromka chleba
nakarmi głodnych, spragnionych napoi,
bo miłość serdeczna wyzwań się nie boi.

Miłość nas otacza, przytula i pieści
nawet w ciasnym domu miłość też się zmieści.
Wędrówka z miłością po drodze każdemu
daj tylko wybierać losowi własnemu.

Z miłością przy kominku

Przy kominku z lampką wina otulone serca dwa
jak gołąbki zapatrzone na palące się w nim drwa
ciepło błogie ich otacza, wieczór rzucił czaru mgłę
iskry tańczą a w ich sercach słychać słowa- kocham Cię.
Przy kominku miłość płonie, przy kominku bajka trwa
On ją kocha, Ona jego, życie tutaj bieg swój ma.
W każdym domu miłość mieszka lub bynajmniej winna być
to urocza lokatorka z którą przecież warto żyć.

Milczenie nocy…

Zatrzymaj się,pomyśl o ciszy i zamknij oczy
zrelaksuj duszę i obudź zmysły a noc otoczy
nasze westchnienia w ciszy wydane oczom ciemności
w świecie gwiazd czuwających i nocnej szarości.
Nie odchodź daleko, chcę słyszeć bicie Twego serca
szukaj ze mną ciszy, szukaj grzechu minionego dnia.
Z wyobraźnią świateł, które krzyczą ciszą
nasze serca z pewnością teraz się usłyszą.
Pod skrzydłami ciszy i miłości, która nocą przysiadła
w obłokach skradzionego milczenia serca stęsknione dopadła.

Podarowałeś mi kwiaty…

Podarowałeś mi kwiaty obłudy
bo nie miłości, zwiędły na dzień drugi.
Podarowałeś mi kwiaty obłudy jak serce Twoje
takie nie szczere, pełne kłamstw zwoje.
Podarowałeś mi kwiaty obłudy jak problem palący
takie bez miłości, więc chyba niechcący.
Podarowałeś mi kwiaty obłudy zimne jak kamień,
nie przynoś ich więcej, lecz serce zamień.
Podarowałeś mi takie chwaściny
takie jak Twoje przeprosiny….

Przytul mnie

Przytul mnie nocy, nakarm chłód mroku czułością
przytul mnie w ciemności, ogarnij swoją miłością.
Powiedz nocy ciemna, czy można zranić zranione serce?
czy można wciąż ranić i ranić więcej?
Nikomu nie ufam moja nocy ciemna
tylko Ty jesteś ze mną taka cicha i przyjemna.
Po Tobie nocy uspokojona i młoda jak noworodek
problemom daję radę, Ty jesteś jak złoty środek,
i nagle wszystko znów lepsze się staje
Ty nocy ciemna swój spokój sercu oddajesz.

Niemodna jesień życia

Z jesienią pod pachę starość spaceruje
przeżycia minęła, srebrny włos maluje
bólami dokucza, wnętrze słabe kruszy
drżą zmęczone nogi, boli sedno duszy.
Za grzechu granice starość jest spychana
niemodna i słaba, jakby mniej kochana.
Spogląda przez okno każdy kto ją widzi,
nie szydź ze starości, nie mów, że się wstydzisz
TY- młody człowieku też w jesień swą wejdziesz
co wtedy poczujesz jak spychany będziesz?

Mężczyzna w domu…

Mężczyzna mówi Ci kocham – ufasz, że tylko Tobie
mówisz mu: zrób to! i słyszysz – zaraz/ w domyśle z rok/ to zrobię
mówisz też: wynieś śmieci – owszem wyniesie, lecz nie wraca długo,
bo spotkał znów kolegę, więc poszedł w stronę drugą
mówisz: napraw co trzeba – On się powoli zbiera
a ile przy tym narzeka, że bierze Cię jasna ch…….
mówisz: zrób dzisiaj zakupy – tu czasu ma do woli
zrobi już te zakupy, lecz jakże to idzie powoli
mówisz: może byś dzisiaj mi pomógł – On na to, że mecz ogląda,
koniecznie teraz kobieto! i bykiem na Ciebie spogląda
Dziwni są Ci mężczyźni, bo nigdy czasu nie mają
wciąż zaraz, za chwilę, potem, ciągle się wymawiają.
To my silne kobiety tą lepszą połową na świecie
a nasi panowie…..no cóż, już same to dobrze wiecie.

Oto ja

Jestem jak perła czasu pomiędzy milczeniem a pisaniem słów,
które zapach twórczego życia unoszą z moich snów,
które zalegają w szeregach kartek zapisane
treścią moich marzeń, bólu ze smutkiem zalewane.
Jestem o krok bliżej, lecz nie wiem jak blisko
na kartkach chcę zatrzymać miłość, chcę zatrzymać wszystko.
Rzeźbię poniekąd swój obraz piórem na papierze
przytulona do treści, w której sens wierzę.
I wtedy nic więcej nie robię, a myśli przesuwam bezpiecznie,
by z serca płonące usunąć na papier przełożyć….koniecznie.

Zawsze jest nadzieja

Po suchym oceanie płaczu łódź smętna za losem dryfuje
zwątpienie skradzione tęsknocie na cichej wodzie żeruje.
Ta cisza sercu wydarta z modlitwą daje nadzieję
nie zbłądzi, dobije brzegu nim obłok na niebie ściemnieje.
A wtedy nadzieja wrócona otworzy głąb serca jak okno
i skryje jej ślady przebyte, niech pod stopami nie mokną.

Brzydka jest jesień o poranku

Brzydka jest jesień o poranku mglistym
świat oczy otwiera, dzionek z rana dżdżysty.
Nim się dzień obudzi i słońce sprowadzi
wypić z rana kawę nigdy nie zawadzi.
Czas się już obudzić i ruszyć do pracy
parę godzin później słońce już zobaczysz.
I już wreszcie jesień kolorów nabierze
pod promieniem słońca barwy rzuci świeże.

Listopadowa zaduma

Obarczony mijaniem listopad szarością obrazu przytłacza
pod stopami w szuwarach liści bolesny smutek przetacza
to pamięć, która nie ginie, to rany, które wciąż bolą
i słowa jak roztrzaskane okruchy z ludzką niedolą.

Idziesz ciemniejszą przestrzenią, gdzie zasnął już czasu strumień
stajesz przy zimnej mogile, gdzie mchem porośnięty kamień.
Myślami jesteś w przeszłości, policzek przebiega łza
i mówisz do serca swojego, to sen, który trwa i trwa….

Kim jesteś?

Kim jesteś?, gdy byłeś za nocnej miłości parawanem
milczącym kochankiem, drżącym i zakochanym
kim jesteś?, że przy Tobie czułam słodki zapach nocy,
gdzie cienie tańczyły ponętnie, gdzie grzech miłością otoczył.
Kim jesteś?, że spotkały się nasze splątane ramiona
i jak w kąpieli miłosnej byłam Tobą otulona.
Jak we śnie wdychając zapach upojnego otoczenia
przytuliłeś mnie, kim jesteś, czy to wytwór mojego marzenia?
Idę więc przez sen do Ciebie miłości drogami,
bo chcę być z Tobą we śnie, kimkolwiek jesteś- czasami
Kim jesteś? Znowu przytuliłeś mnie w milczeniu
kim jesteś? Już wiem! jesteś moją miłością w nocy cieniu.

Listopadowy spokój

Tkane spokojem sieci listopad swoje rozrzucił
przeczesał mgliste tereny i bezszelestnie powrócił.
Rano jak w sieci pajęczej domy we mgle się nurzają
niesamowite zjawisko kształtów i brył dużych dają.
Powoli i bardzo spokojnie mgła spływa i się oddala,
by znowu ujrzeć w swej krasie całe osiedle pozwala.
W ciszy jesiennej aury drzewa półnagie stoją
z dywanem liści na ziemi takie odarte trwają
a wkoło cisza się zdaje jak długie oczekiwanie
ptaki się ciszej traktują jakby poczuły mijanie.
Listopadowy spokój w jesieni się zadomowił
i przygotować do grudnia nas wszystkich postanowił.

Nadal we dwoje

W głębokim oceanie uczuć miłość przed Bogiem złożyłeś
ja serce moje dla Ciebie Ty dla mnie swoje zgubiłeś.
W oparach zaufania i szatach uszytych z miłości
lat wiele razem przeszliśmy bez cienia zbędnej zazdrości.
Tą drogą pełną miłości i dojrzałego partnerstwa
idziemy nadal we dwoje po ścieżkach błogosławieństwa.

Moje spostrzeżenia na temat małżeństwa

Miłość- to bezcenny lek na wszystkie starcia
kto kocha uniknie więc zbędnego zwarcia
Zazdrość- bywa wątkiem wśród życia osnowy
unikaj zazdrości, bo konflikt gotowy
Zrozumienie- to siła mądrości człowieka
wczuj się w niego i pomyśl to wątpliwość ucieka
Wrażliwość- to cecha nie każdego z nas
spróbuj być wrażliwym, jeśli serce masz
Troskliwość- o bliskich otaczać nas powinna,
bo bliskiej osobie jesteś troski winna
Ciche dni- tego typu rozwiązań bez żalu unikaj
rozmawiaj i tłumacz, tematu dotykaj,
bo gdy zrozumienie po rozmowach przyjdzie
obu Wam najlepiej na zdrowie to wyjdzie.
Kochaj swą codzienność- tu i teraz, wszędzie
bo innej na zmianę nie ma i nie będzie.
A na koniec rzeknę, bądź w związku cierpliwa,
bo tylko z mądrością miłość w parze bywa.

Modlitwa narodu

Jak wiele cierpienia przystało nam znosić
posłuchaj nas Boże o co chcemy prosić,
ból terroru przyszedł, rzeka łez wylana
nie pozwól, by ludziom krzywda była dana.
Ty co z góry patrzysz na ludzkie słabości
nie pozwól, by ziemia żyła bez miłości.
Panie najjaśniejszy co na tronie siedzisz
nie pozwól nam zginąć jeśli wszystko widzisz.
Ziemia bólem cierpi, ziemia zniczem płonie
nie pozwól nasz Panie, by to był jej koniec.
Daj ludziom odwagę, wiarę i nadzieję,
by powrócił spokój tam gdzie źle się dzieje.

Kamienne miasta

W skalnych ścianach blokowisk małe miasta powstają
ściany domów skupione, uwięzione się zdają.
W tej kamiennej postaci z nocą równie zbyt ciemną
stają się codziennością zbyt mało przyjemną.
Tu przyjaźnie zbłąkane i mieszkańcy mrukliwi
w swych samotniach zamknięci, jak w areszcie cierpliwi.
W skalnych ścianach blokowisk twarz miasta z kamienia
skoro ziemia w samotnię te betony zamienia,
lecz gdy rano twarz miasta zacznie nurzać się w brzasku
w zaplecionej przestrzeni znów nabiera blasku.

My…

My- to dwie pary oczu w niezwykłej oprawie
to nogi roztańczone na wiejskiej zabawie
My- to niezwykłe ciepło z głębi serc bijących
w świetle pytań oczu i spojrzeń gorących
My- to dwie połówki jabłka bardzo bliskie sobie,
których serca żeglują, Ty ze mną ja przy Tobie
My- to para bliskich sobie ludzi,
których towarzystwo wzajemne nie nudzi
My- to On i Ona co życia smakują
trzymając się za ręce przejść przez nie próbują
To droga ku przeznaczeniu po brukach miłości
po prostu Ja i Ty- w drodze ku przyszłości

Barwy nocy

Wielkimi oczami ciemności wieczór w okna zagląda
gasnący dzień już pożegnał a teraz nocy wygląda.
Ogromem swojego sklepienia niebo ku nocy się chyli
zalega tłumnie ulice, rozrasta w tej ciemnej chwili.

Czarna jak węgiel i chłodna noc opiekunem miłości
w ramionach par zakochanych jedno uczucie gości
serca wypełnia muzyka, preludium radości słodyczą
oczy wciąż rozpalone a usta szczęścia zdobyczą.

W miłosnym uścisku złączeni pary w sen zapadają,
by śnić sen najpiękniejszy, gdzie ludzie się kochają.
Lecące gwiazdy ciemności unoszą słowa szeptane,
by namiętności nie spłoszyć co w ciszy nocnej oddane.

I lecą miłosne uściski potokiem błysku do nieba
powrócą nocą gorącą, gdy zajdzie miłości potrzeba.
To barwy nocy miłosnej i barwy szczęścia ludzkiego
choć życie płynie jak woda Ty z nurtem kochaj miłego.

Święta tuż tuż…

Już za chwilę, za dni parę do drzwi święta zapukają
czas zadumy i zbawienia, wszyscy na nie już czekają.
Domy świeżo wysprzątane i wytarty wszystek kurz
biel firanek na karniszach z błyskiem okien parą już.
W kuchni garnki podskakują, spod pokrywek zapach gna
przygotowań nadszedł czas co swoisty urok ma.
W godnym miejscu tuż przy oknie strojna stoi już choinka
a w pudełkach pod choinką marzeń naszych odrobinka.
Gdy nadejdzie czas wieczerzy i przy stole zasiądziemy
pamiętajmy o wędrowcu zanim uczty cud zaczniemy.
W tak rodzinnej atmosferze w betlejemską noc
otworzymy w naszych sercach świąt magiczną moc.

Przylgnęłam do ciszy

Przylgnęłam do ciszy na skrzydłach nadziei
w milczeniu czekając kolejnej niedzieli,
w sumieniu dzieliłam pamięci mej wieczność
łez strugi, pokutę i błędu konieczność.
Czekanie odwieczne, terminu liczenie
i Twoje wraz ze mną miłości spełnienie.
Miłość drąży tęsknotę i bunt serca wielki
bywa też budulcem miłosnej rozterki.
Wciąż czuwam i tęsknię, powrotu pilnuję
a wiatr wieść niesie, gdy parkiem wędruje
i szeptem radosnym do mych uszu wnosi
warto dać nadzieję, gdy On serce prosi.

Od teraz rządzi jesień

Na dworze przechadza się lato z ostatnim pękiem promieni
rzucając je oczywiście tuż przed nadejściem jesieni.
Powietrze wciąż ciepło przenika skręcając zuchwale drzew liście
resztkami lata się bawi żegnając je zamaszyście.
Lato odeszło tymczasem w zaciszne miejsce na ziemi,
a wokół się rozłożyły urocze liście jesieni.
W cieple przepięknej jesieni, gdzie trawy swą barwę zgubiły
żółtoczerwone liście zabawny kobierzec stworzyły.
Jesień jak każda pora swymi barwami maluje,
by zapracować na miłość świat kolorami traktuje.

Życie przeszło koło nosa

Życie koło nosa przeszło, zatrzasnęło drzwi
czas przeleciał tak o niczym jakże przykro Ci.
Tak niedawno młodą będąc chłopców podrywałaś
dni wesołe i beztroskie wokół budowałaś.
Cyklem mija wiosna, lato, pory chłodne też
póki młodą jeszcze jesteś rób z życiem co chcesz,
lecz gdy czas mijanie zacznie i dorzuci lat
już inaczej patrzeć będziesz na ten życia kwiat.
Los poważnie Cię zarzuci, lecz doda też sił,
by pokonać kamień życia co na drodze był
no i toczysz to co mijasz, aż Ci sił już brak
a to znaczy tylko jedno, jesteś człowiek-wrak.
Zdrowia mało, sił to samo, skroń głowy już siwa
lubisz spokój no i ciszę, emerytem bywasz.
I za siebie się odwracasz, gdzie ogromu czas?
tyle lat to niemożliwe! przeszło koło nas.
No cóż zrobić możesz teraz, chyba więcej nic
łapać chwile, zdrowie trzymać i pogodnym być.
I tak wiele szczęścia masz pokonując lata,
bo niejeden nie doczekał – ostała się data…

Gdzieś wśród gór

W górach na wieży kościelnej swe dźwięki wybija dzwon
a wiatr silniejszy niż zwykle z impetem porywa mu ton
budzi spokojne życie u stóp gór rozciągnięte
w miasteczku zwanym szczęściem, z miłością przyrody tknięte.
Tu spokój i cisza panuje, tu drzewa korowód swój mają
zaciszne miejsce z relaksem, gdzie góry się wokół kłaniają.

Szczyty gór malowniczych

Szczyty gór malowniczych dotknęły ustami nieba
pełnym zachwytu wzrokiem sięgasz gdzie sięgać trzeba
ogarniasz rzucone na stokach domy co doń przylgnęły
widok przeciera Ci oczy, bo urok gór je zamknęły.
Zachwyt się ciska do serca, bo promieniuje gór siła
a miłość do gór i sentyment dawno tu serce zgubiła.

Świat niemowlaka

Leżę w wózku, chyba myślę i oczom nie wierzę
świat się kręci, tętni życiem a ja sobie leżę,
czy ja nie mam już dość siły, by wyskoczyć z pieluch
leżę tutaj, gdy świat żyje, ale ze mnie nierób.
Mamo, Tato co jest ze mną, czy ja tak już muszę
leżeć ciągle w tych pieluchach i z wózka nie ruszyć?
Jeśli myślę tak jak myślę, to jest chyba żart
jak rok długi leżę sobie i patrzę na świat.
Przecież nogi mam dwie chyba, bo liczyć nie umiem,
więc dlaczego ciągle leżę, tego nie rozumiem.
No nie powiem na czworaka chodzić się zdarzyło,
lecz na nogi stanąć swoje to by mi ulżyło.
No nareszcie coś ruszyło i na nogi wstałam
teraz ja Wam już pokażę jak świat poznać chciałam.
Chłonę wiedzę, bo tej właśnie mam niewiele w głowie
tam ląduje co mi Tato albo Mama powie.
Niech uważnie ważą słowa, bo zbieram z rozmachu,
by gdy mówić zacznę głośno nie było obciachu.
Gadam głośno i szwargoczę, języka nie umiem
dobra jestem w tym co robię, nikt mnie nie rozumie.
Już od rana nakręcona szwargoczę to samo
wszyscy tylko wciąż się śmieją, nawet Tata z Mamą.
Nie wiem tylko co śmiesznego znów Wam powiedziałam
wciąż powtarzam przecież tylko to co usłyszałam.
Jest wesoło a więc tego zmieniać nie zamierzam
skoro ja maluchem będąc tak Was wciąż rozśmieszam.

Uparty ból…

Ból jest przepustką cierpieniem pisaną
urządził w ciele sąsiedztwo niechciane.
Dlaczego do licha tak urzęduje,
że po organach podle buszuje?
Czasami myślę czemu ból boli?
czemu się czepia ludzkiej niedoli?
Jak wiele twarzy ból mieć posiada,
gdy serce pęka z pamięcią zdrada.
Dlaczego bólem jest życie utkane,
gdy tylko cierpisz zjawia się ranem?
Dlaczego bólem przenika ciało,
czy żyjąc życiem to jeszcze za mało?
Co złego zrobił ten człek otwarty,
że grasz z nim bólu w nieczyste karty?
Czemu drwisz z życia i ludzi jego?
cynicznie dręczysz bólem bliźniego
Dlaczego bolisz? nie widzisz, że płaczę?
zamknę cię kiedyś w celi – zobaczysz!

Samobójczyni…

Stoisz z głową uniesioną, patrzysz w dno błękitu nieba
ptak uleciał hen wysoko, pozdrowienia cisnął w locie
z zamyślenia się wyrwałaś, dalej mi nic nie potrzeba
skoczę w dół i zamknę oczy, no i będzie po kłopocie.

Serce wali Ci jak młotem, diabeł kusi, ogniem rzuca
życiem cierpisz, bólem miotasz, wijesz się jak klątwy nić
rezygnujesz, nie poradzisz, przeznaczenie Cię wyklucza
losie daruj, życie drwij, nie chcę już mieć ani być…..

Wyznanie miłości

Z Tobą chcę oglądać świat, chcę przy Tobie nocą śnić
rano wstać, by ujrzeć Cię i z radością z Tobą być.
Życie moje jest jak taniec, pełen ognia za nas dwoje
ja przeżywam miłość Twoją, Ty z rozkoszą ciepło moje.
Kiedy bierzesz mnie w ramiona dzikie lęki wnet znikają
tak się dzieje mój kochany kiedy ludzie się kochają.
Z Tobą chcę przemierzać ścieżki, z ciekawością dziecka iść
wciąż przed siebie byle z Tobą, bo miłością chcę Twą być.
Z Tobą chcę się śmiać i płakać, i wtulona w ramię trwać,
bo Ty jesteś moim szczęściem, Tobie siebie pragnę dać.
W Twoich rękach jest mój świat, Tobie oddam go nieśmiało,
bo miłością go otoczysz, niebotyczną i wspaniałą.
Usiądź obok mnie kochany, ręką otrzyj szczęścia łzy
to wyznanie jest bogate, więc bogaci bądźmy MY.

Młodzieńcza miłość- wspomnienie

To wspomnienie zostało w mej pamięci z młodości
duża sala, muzyka i On – obiekt miłości
pod stopami melodia niosła po całej sali,
gdy podeszłam do niego „Białe Tango” zagrali.
W oczy spojrzał mi ciepło, drżącą ręką otoczył
aż świat mi zawirował i puls chyba podskoczył.
Tańczyliśmy oboje czerpiąc radość z bliskości
On nieśmiały, ja płocha w tańcu zamiast miłości.
Rytm muzyki poruszał ciała nasze spragnione
On mnie trzymał, ja drżałam i czułam jak płonę.
Lat tak wiele minęło, lecz gdy serce się rozmarzy
to wspomnienie wyzwala uśmiech na mej twarzy.

Sierpniowy upał

Sierpień spływa żarem z nieba, ukrop nam dokucza
i do tego saunę w chmurach lato nie wyklucza
popalone wkoło trawy, drzewa, plony suche
oj natura dała wycisk, nic deszczu na skruchę.
Umęczeni skwarem letnim wszyscy wyczekują,
że niebiosa w swej mądrości deszcz nam zafundują,
ale kiedy to nastąpi?, gdy żar nie próżnuje
i co rano dnia każdego jak w piecu hajcuje.
Gorąc lata z piekła rodem daje się we znaki
nie pamięta nikt od dawna sierpnia upał taki.

Przyjaciółki szkolne

Po latach się spotkały zmienione choć te same
przyjaciółki szkolne starsze i zadbane,
chociaż twarze dawno młodość swą widziały
serca wciąż wesołe humorem tryskały.
Tak to my dziewczyny z malowanym włosem
dojrzałe, bogate, bo z ZUS-owskim trzosem
co już po młodości i wspomnieniach wielu
nasza przyjaźń trwała jeszcze w PRL-u.
Wszystko było inne, takie młode, nowe
a teraz po latach cóż – my niezbyt zdrowe,
lecz co tam historia, gdy o dowcip chodzi
nam starszym dziewczynom niech zazdroszczą młodzi,
nam dojrzałym i bogatym w wolność czasu właśnie
apetyt na życie z humorem nie gaśnie…..

Toczy się z losem dorożka

Życie szumi przepisem na radość, miłość i spokój
bezpiecznie jedź po swym torze, w dorożce się życia ulokuj.
Jeździsz po życiu dorożką trzymając się młodości,
lecz kiedy znak ten ominiesz to jedziesz już ku starości.
Toczy się z losem dorożka, wyboje mija łagodnie
wysiadaj! dojrzałość czeka i musisz ją przeżyć godnie.
Stanęła dorożka pod drzewem, mnóstwo ma drogi za sobą
a Ty korzystaj z życia jakie zostało przed Tobą,
bo w życiu są ważne chwile co treścią bytu naszego,
więc kosztuj po trosze wszystkiego z menu etapu każdego.

Wesołe jest życie „staruszka”…

Wesołe jest życie staruszka, wesołe jest życie bez pracy,
gdy ZUS emeryturę wyliczył i już regularnie płaci.
Co rano podnosisz się z łóżka, co robić? pytasz się sama
dziś pójdziesz na spacer zbyt długi lub będziesz sprzątała od rana,
a może, gdy w głowie zaświta pomysł czasami taki
wyjechać z domu nad rzekę, by z troską dokarmiać ptaki.
Wesołe jest życie człowieka co z czasem się liczyć nie musi
bo będzie robić co zechce, gdy los do niczego nie skusi.
Jak nigdy czasu ma nadmiar i w niego nie inwestuje
człowiekiem wolnym emeryt i to go nic nie kosztuje.
I dobrze korzysta z życia kto sprawnie, powoli je znosi
przebiera w istocie czasu, ma hobby, sukcesy odnosi.
Wesołe jest życie dojrzałe, gdy cenisz innych i siebie
dbasz o kondycję i zdrowie, bo często jesteś w potrzebie.
Wesołe jest życie staruszka, to słowa piosenki tak głoszą
bogaci wiedzą życiową,miód w sercu i dobroć noszą.

Niebezpieczna burza…

Ciemność z hukiem uderzeń nad miastem zapadły
błyskawiczne chmury z płaczem nieba dziś spadły,
potopem deszczu leją i grzmotem ładują
niebezpieczną pogodę w środku lata dozują.
Silny wiatr w swych porywach szkód wiele wyrządza
wielce wściekły i na oślep bałagan sporządza.
Kto może ucieka i w domach się chowa
od złego wszelkiego nas Boże uchowaj!
Na balkonach wyrwane kwiaty z donic fruwają
w oddalonej przestrzeni dachy domów spadają.
Boże drogi opanuj to potężne wietrzysko
nim w tym szale przewróci i wyrówna wszystko!

Pamiątki z wakacji…

Pamiątki znad morza do mnie przyjechały
muszla wodą pachnąca a z nią kamyk mały,
czasem małe obrazki, korale, puzderka
szczęściem lata muśnięte na dnie mego kuferka,
gdy do niego zaglądasz wspomnienia się unoszą
nie wyrzucaj nas nigdy! nie wyrzucaj nas! proszą.
Kuferek otwarty zawartością wciąż kusi
zajrzeć czasem do wspomnień kiedyś przecież musisz.
Pamiątki przywiezione we wspomnienia gorące
pamiętają wakacje ciepłym latem pachnące.
Leżą sobie dyskretnie w mym kuferku zamknięte
drogocenne wspomnienia biegiem czasu nie tknięte.

Morze, piasek, sztaluga i TY…

Morze, piasek, sztaluga i TY…

Szumi polski Bałtyk w błękicie unosi
fale rozpędzone na grzbiecie przenosi
tu wiatr szepce falom i wodę popycha
leciuteńko szumi i nad morzem wzdycha.

Tu nad morzem czujesz,włos pachnie wolnością
z piaskiem, wodą i myślami jesteście całością.
Wód Bałtyku dotyk mija myśli świeże
wzrokiem bezkres sięgasz za myślami bieżysz.

Wysoko nad głową mewa przelatuje
pod stopami piasek gorący wciąż czujesz,
spacerując brzegiem w myślach zatopiona
zatrzymujesz się na chwilę widokiem spełniona.

Gdzieś na horyzoncie wody sięga błękit
bierzesz chcąc rysować ołówek do ręki.
Przy brzegu na piasku myśli swe odsłaniasz
ołówek pracuje, Ty mu nie zabraniasz.

Sprawnie na papierze szkice wykonujesz
uważnie w skupieniu krajobraz szkicujesz.
Na skrzydłach wyobraźni wiatrem wybierane
kreślisz swe widoki bezbłędnie dobrane.

Zabierasz też uroki nadmorskiej miejscowości
by cenne na płótnie przenieść je w całości.
Pamiątkami morza serce wypełniłaś
obraz wspomnień z tych wakacji na płótnie stworzyłaś..

Chciałbym poznać Ciebie

Mija nas codzienność, mijasz mnie kochana
jesteś mym natchnieniem w myślach już od rana.
Widzę Cię codziennie jak znikasz wśród tłumu
czasem ponaglana kierujesz do domu.
Jesteś dla mnie strawą i wodą źródlaną
pamięcią w mym sercu i jego wybraną.
To dla Ciebie kwiaty dziś chcę podarować
Ciebie pragnę kochać, dotykać, miłować.
Jesteś moją muzą, budzę się dla Ciebie
bukiet róż czerwonych daruję od siebie.
Jesteś moim cieniem, szczęściem i marzeniem
poznać Ciebie bliżej jest dziś mym pragnieniem
odkąd Cię ujrzałem dnia każdego płonę
miłością amora ugodzony tonę.

Życie na wsi jak ucieczka w bajkę…

Po białej bieżni ciepłego lata słońce promienie przepuszcza
gorącem trąca grudki tej ziemi, która swe pędy wypuszcza
brzemienna w życie, zmęczona podróżą, ziemia zagony wystawia
na pokaz słońcu, na podbój życia i jeszcze chłopu zostawia.

I oto cała twarz ziemi w słońcu, choć też czasami deszcz pada
gospodarz idzie na swe podwórko z sąsiadem obok pogadać.
Słońce na górze czuje klimaty, śpiesznie do sadu zagląda
gdzie owocują śliwy, jabłonie, czereśnia też pięknie wygląda.

Z domu wychodzą matka i dzieci, idą na łowy do sadu
owoców pełen kosz właśnie niosą na deser do obiadu.
Tuż za stodołą strumyk przepływa i bezszelestnie chłodzi
gorące lato, które z rozmachem boso do wody wchodzi.

Nie próbuj ścigać się z latem w wodzie, które już ziarnem szeleści
szczęściem tej ziemi, gdy ziarno wschodzi kiedy je słońce dopieści.
Obok przy płocie zagroda stoi na wiejskiej, twardej ziemi
na ziemi przodków, z dziada pradziada niczym bajkowej scenerii.

I nawet bocian adres posiada, na słupie tu zamieszkuje
wraz z towarzyszką życia lotnego gniazda swojego pilnuje.
Letnie pomruki lasów i pól wkoło z idyllą stąpają
źdźbła traw szumiących, psów ujadanie pamiętny obraz wsi dają.

Wśród wierzb płaczących i lip pachnących przechadza się lato zamyślone
po sennych drogach i różą w dłoni nad życiem pochylone.
W cieniu każdego liścia i drzewa chleb boży spożywamy
domy wznosimy, ziarno siejemy i wieś swą kochaną mamy.

Gdy śmierć zajdzie Ci drogę

Gdy czas położy rękę na Twym sercu zgaśnie iskra życia
dalej już tylko zimna twarz śmierci co wyszła z ukrycia,
nic więcej już nie zrobisz,sprawy uwięzione zostały
wkoło pustka, Twe ręce i nogi jak martwe zdrętwiały.
Lęk, groza i strach co dusi najmocniej
Twoje ciało coś mówi i mówi bezowocnie.
To jak jutro co ma się nigdy nie zacząć
jak niemoc, gdy się chce płakać nie płacząc
dobijanie się duszy do życia, lecz drzwi są zamknięte
Anioł skrzydła połamał łapiąc to życie przecięte,
które spadając w locie smutno ściele się pod stopami
na dnie mogiły przerażenia z zimnymi kamieniami,
gdzie mnóstwo uwięzionych dusz leży w chłodnej ziemi
a modlitwa cicho szeptana wznosi się ponad nimi.

Miłość pachnąca lasem

Miłość ich przeniosła w szerokiej wstędze czasu
na pola między bruzdy, na łąkę pod brzegiem lasu.
Zsiadły liście na drzewach, by się parze przyjrzeć
i rumiane słoneczko też zdążyło wyjrzeć.
Obok senne pola w nich mak wzdycha czerwony
tych dwojga kochanków sługa uniżony.
Wietrze wiej! powiada łan zboża dojrzały
kołysząc się na boki, miłość godna chwały!
Młodzi się kochają na natury łonie
miłością gorącą jak ogniem las płonie.
Wiatr muska ich ciała, cień liści spadł na twarze
a w sercach tych dwóch światów miłosne ołtarze.
Przez miłość wypełnieni najdroższą chwilą siebie
zajęci do wieczora na ciepłej, wiejskiej glebie.
Dozorcą tej miłości był las cicho szumiący
muzyka ptaków lotnych i klimat wsi gorący.

Tylko dla dorosłych

W poezji romansem gwiazd miłość gorąca płonie
zesłał mi Ciebie los, więc nie zapomnij o mnie,
daj czego inni nie dali, płyń w oceanie miłości
prosto w ramiona me, gdzie miłość posłanie mości.

Zagrzej i otul jak szalem stęsknione ciało bezpiecznie
przyjdź czekać będę na pewno, przyjdź do mnie miły koniecznie,
gdy syta miłością już będę zasnę u boku Twojego
szczęśliwsza i pełna wiary w spotkanie dnia następnego.

Tak romantyczna i piękna miłość w poezji panuje
kiedy mężczyzna tak kocha, że w piersiach aż tchu brakuje
dlatego tęskna miłości wciąż wołam i wołam daremnie
gdziekolwiek jesteś posyłam tęsknoty sznur pereł ode mnie.

Powrót ojca

W pogoni za szczęściem o Tobie myślałem,
lecz w drodze do niego nie zapomniałem.
Wybacz synku drogi, że Cię zostawiłem
razem z matką Twoją, śpiesznie opuściłem.
Los nie pozostawił wyboru wielkiego
musiałem więc ruszyć do kraju obcego,
gdy pora po latach powrotu nadejdzie
wrócę do Was synku nim słońce znów wzejdzie.

Żniwa nasze żniwa

Niebo gwiazdami usłane z miłością na ziemię spogląda
gdzie łany zbóż się kołyszą a wiatr im w kłosy zagląda.
Dojrzewa bogata w plony nasza ojczysta gleba,
by oddać plon z dożynkami pod czujnym okiem nieba.

I oto leży w przestrzeni ziemia z plonów odarta
rżyskiem na niwie kucnęła a na niej sieć ptaków zwarta
i wokół gdzie ręką zatoczyć ziarno do ziarna zbierają
tak zostawione na polach o życie bezcenne dbają.

Pod progiem pól wydeptanych kryją się świerszcze skaczące
a zapach trawy koszonej niesie po całej łące.
Tłumy traw rozebrane kłaniają się wiejskiej przestrzeni
krajobraz nagością pokryty w promieniach słońca się mieni.

I oto ziemia nasza pod niebem dysząc pracuje
słońce swym ciepłym promieniem obraz wiejski maluje.
Sięgając z nieba do źródeł pracę dla chłopa przynosi
by zatrzymane w terminie ziarno móc znowu kosić.

Gdy sen przychodzi…

Oczami idę przez sen do Ciebie
w lazuru błękicie idę przed siebie
już Cię dotykam, już czuję, lecz znikasz
w półsennym oparze w złudzenia przenikasz.

Znów widzę Ciebie i ust milczenie
wstrzymuję oddech niepostrzeżenie
chcę Cię dotykać, lecz strach przychodzi
już chwytam chwilę, Ty znów odchodzisz.

Bawisz się ze mną w tym śnie uroczym
bierzesz w ramiona, zamykam oczy
spoczywam obok w objęciach Twoich
stałym bywalcem miłości snów moich.

W oczekiwaniu rozkoszy sennej
oraz objęciach tej nocy ciemnej
znów oczekuję i drżę nieprzytomnie,
czy sen nadejdzie i przyjdziesz do mnie.

Nie ma tu dla nas miejsca na ziemi
jesteśmy razem w sennej przestrzeni,
jak dwie srebrzyste gwiazdy na niebie,
gdy sen nadejdzie przyjdę po Ciebie.

Cisza nocna nad wsią

Noc oderwana od ziemi nad wsią ciszą ocieka
na szczudłach nocy wysoko księżyc na niebo ucieka.
Twardą ziemię czasu blask luny świetlnej dotyka
gdzie malowane płoty i wozy drewniane spotyka

Wśród ciszy nocnej tulą się wiejskie zagrody
pod sennym okiem nocy i gwiazd przemarszu zgody.
Powleczone mrokiem i ciemnością senną
przy uchylonej furtce nocy domostwa drzemią.

Zaś droga piaszczysta przez wieś prowadząca
ciepła za dnia wciąż jeszcze jest gorąca,
z każdą jednak nocy godziną oddają promienie
ciepłym słońcem nagrzane przydrożne kamienie.

Drzewa stojące przy drodze ptaki do snu przygarnęły
a te pod księżyca spojrzeniem zaraz cicho zasnęły.
I śpią na rozsypanych drzewach z uważnym czuwaniem nocy,
by z brzaskiem ciszę dziurawić przy wczesnej świtu pomocy.

Codziennie rano budzę się piękniejsza

Codziennie rano budzę się piękniejsza
bogatsza o wczoraj z radością dzisiejsza,
bo wstałam rano i słońce przygrzewa,
bo życie jest piękne tak w duszy mi śpiewa.

Codziennie rano budzę się piękniejsza
każdego dnia o wczoraj mądrzejsza
o moje myśli do których się śmieję
o brzask, że przyszedł, gdy rankiem dnieje.

Codziennie rano budzę się piękniejsza
choć nieco starsza, w duszy jakby lżejsza,
bo chętna, ciekawa, może mniej cierpliwa,
lecz dzień mnie cieszy mimo, że upływa.

Każdego dnia bogatsza się budzę
każdego dnia ze sobą nie nudzę,
lecz dzisiaj rano to już przesadziłam
bo taka bogata ja nigdy nie byłam.
Codziennie rano – oj kocham Cię życie!!!

Czerwcowa burza

Piękny dzień czerwcowy, słońce dumne praży,
gdy sięgnie zenitu jak patelnia smaży.
Lato już się zbliża, żar słoneczny sprzyja
czas pogody nadszedł, wiosna bokiem mija.

Wdzięcznie spoglądają w niebo pąkiem kwiaty
tysiącem kolorów bogate rabaty.
Na pola wybiegły ciepłem zachęcone
drobiazgi zwierzęce spacerów spragnione.

A słońce cierpliwie uśmiechy rozdaje
u bram lata stojąc pogodę sprzedaje.
Czasem uśmiech słońca chmury z burzą kryją
zawieszone z wodą brzemienne wciąż piją.

Grube, nasycone chwili już czekają
a na sygnał grzmotu zawartość spuszczają.
Z burzą i grzmotami leją deszczu strugi,
by po chwili ujrzeć słońca uśmiech drugi.

Precz odeszła burza, wszyscy odetchnęli
świeżego powietrza chętnie zaczerpnęli.
Znów wyjrzały ptaki, zwierzęta i ludzie,
bo lepiej na dworze niż w najlepszej budzie.

Serce lubi kochać

Serce lubi miłość, serce lubi kochać,
lecz czasami także zdarza mu się szlochać,
bo niestety życie smutek też rozdaje
łzy, ból i tęsknotę aż się serce kraje.
Serce lubi szczerość, zbiera ją latami
układając czule za serca płatami.
Serce prawdę tuli, bo z nią mu do twarzy
serce zbiera czułość, bo o niej wciąż marzy.
W sercu lubi mieszkać radość i rozsądek,
bo w sercu jak w domu musi być porządek.

Nasze życie to dzieci…

Jest raj dla dorosłych, jest też i dla dziecka
to jego dzieciństwo, w plac zabaw ucieczka,
bieganie, hałasy, śmiechy do rozpuku
dziecko się schowało, szukaj mnie, a kuku?
Właściwie problemów zbyt dużych nie mają
trzeba iść do szkoły, z czasem z niej znikają,
gdy się jednak zjawi mały problem w głowie
taki młody człowiek jak nie chce, nie powie.
My jako rodzice mamy na nie oko,
bo dzieci kochamy miłością głęboką
co z tego, że nieraz z nerwów się buntują
miłości rodziców nigdy nie zepsują,
bo dziećmi rodzice też byli lat temu
psocić się więc czasem zdarzyło każdemu.
Kochane dzieciaki my Wami żyjemy
za to, że jesteście Bogu dziękujemy.
Z Wami nasza wiosna, lato, jesień, zima
z Wami całe życie, bo miłość nas trzyma,
czym dla ptaków woda, tym rodzicom dzieci
niech mają dzieciństwo, niech im słońce świeci,
bo kiedy dorosną raj dziecka przeminie
ukryty gdzieś w sercu w wspomnienia odpłynie.
Tak się koło życia toczy wspomnieniami
dziećmi my byliśmy, teraz mamy sami.

Napisz do mnie list miłosny

Napisz list do mnie drżącą ręką o miłości
napisz o uczuciach, niech pisanie Cię nie złości
nie chcę zwykłych sms-ów ani listu wirtualnego
chcę od Ciebie listu własną ręką pisanego.

Niech na bieli kartki papieru, którą weźmiesz do ręki
pojawią się słowa miłości własnoręcznie złożonej piosenki.
Niech te słowa z głębi serca Twojego płynące
dotrą unosząc się śpiewem słowika na łące.

Niech te dźwięki ulotne, w których słyszę Twoją duszę
nakreślą treść listu, a ja czytając się wzruszę.
Napisz więc do mnie list z miłością przekazany,
jak rekwizyt upojny będzie w mym sercu schowany.

Do Matki

Ty jesteś jedynym dobrem i miłością tego świata,
którą potrafisz dzielić, bo miłością jesteś bogata.
Ty nauczyłaś nas jak walczyć z lękiem i ludzką wrogością
wypełniać życie nadzieją, optymizmem i wytrwałością.
Ty wiesz ile trudów rzucił nam świat pod nogi
a Ty dałaś siłę by walczyć, dałaś nam też odwagi.
To Ty jesteś naszym okrętem nadziei
co zawsze obok płynie i wątpliwości rozwieje.
Ty nam oddałaś z wiarą całą siebie
kochać Cię będę Matko tu na ziemi,
kochać też, gdy będziesz w niebie.
Jesteś wartością największą ludzkiego istnienia
Mamo, Matko, Mateczko – to zamiast Twojego imienia.

Ojczysta ziemia nasza

Ojczysta ziemio nasza tyś światłem miast najeżona
stworzona milionom ludzi i przez nich też niszczona,
lecz gdzieś za widnokręgiem szumi swą gęstą dzikością
otwarta przestrzeń zielona,bogata natury płodnością
gdzie wiatr dojrzewając z emocją rzuca owoce na ziemię
bogactwo dżungli i lasów, gdzie siła natury drzemie.
Miejsce co pachnie plonami oraz dziczyzną lasów
miejsce nie tknięte ludzkością za widnokręgiem czasu.

Prawdziwe oblicze ziemi…

Ziemio nasza matko,Ty drżysz w centrum miasta
gdzie gruz za gruzem kamieniem wyrasta
ziemio gniewna ogniem ziejesz i potopem lejesz,
czy jesteś tak szalona, że się z tego śmiejesz?
A może bezbronna w całej swej istocie,
że karzesz nam ludziom nurzać się jak w błocie!
gdy wody wyschnięte i susza dopieka,
że giną zwierzęta, niszczy też człowieka.
Nikt okiełznać ziemi naszej nie próbuje,
bo też najpierw niszczy a potem ratuje.
Gniew ziemski zakłóca tej planety trwanie
głos z kruchego wnętrza zacznie odliczanie
a w pustej przestrzeni żelaznej obręczy
póki my żyjemy ziemia będzie dręczyć.

Po drugiej stronie lustra…

Po drugiej stronie lustra spojrzenie się schowało
za szklaną płaszczyzną szyby schronienie napotkało.
Tam za głębią lustra tajemnice żyją
niczym w bajce przed okiem ciekawych się kryją,
toń lustrzanej wody dziwną moc posiada
zerkniesz choć na chwilę już Ci moment skrada.
Te ulotne chwile za lustrem znikają,
lecz gdy przy nim staniesz znów się pojawiają.
Blask odbity w lustrze znika jak wessany
bo za nim jak w bajce świat zaczarowany.

Zakochany mężczyzna

Odkąd Cię spotkałem na drodze przeznaczenia
jesteś mi tak bliska jak losu westchnienia,
jesteś moją muzą i boskim natchnieniem
kocham Cię gorąco, bądź moim spełnieniem.
Jesteś jak powietrze, którym chcę oddychać
serce moje miłością chce do Twego wzdychać.
Spójrz mi prosto w oczy, nie odwracaj wzroku
idź przez życie ze mną nie zwalniając kroku.
Nic uczucia mego do Ciebie nie zmieni
bądźmy więc ze sobą miłością szaleni
kocham Cię gorąco mój słodki aniele
chciałbym z Tobą stanąć z miłością w kościele.

Anatomia kobiety

Głowa- mieszka tutaj sztab życia codzienny
z biegiem czasu i lat wielu w aktywności zmienny
Szyja- kręci głową całą mówią o niej wszyscy
czasem jednak to kręcenie biedną szyję niszczy
Barki- dźwigać życie na swych barkach musisz
to działanie w pojedynkę, nikogo nie zmusisz
Dwoje rąk- do pracy służą, prawa no i lewa
gorzej, gdy są obie lewe to się odechciewa
Piersi- z mleka słyną, gdy niemowlę wkroczy,
lub by dotknąć z przyjemnością oczywiście w nocy
Brzuch i jego okolica- to sekret alkowy
tylko dla dorosłych w miłości gotowych
Nogi- do chodzenia służą i by długie były
a na plaży męskie oczy z zachwytem wabiły.
Naszych mężczyzn nie opiszę anatomią grzechu,
by oszczędzić w czytelnikach żądzy albo śmiechu.

Kobietą być od samego rana…

Rano zrywasz się z posłania, ruchy niezbyt zgrabne masz
a to łupie Cię w kolanach, to kręgosłup sztywny masz,
więc poruszasz ciut rękami, skłony raz-no dosyć już
i do kuchni na śniadanie, bo do wyjścia tuż, tuż, tuż.
Zastanawiasz się czasami czemu rano czasu brak
wszystko w tempie przyśpieszonym, czy u wszystkich też jest tak?
Już nieważne, że coś strzyka, nie daj Boże boli coś
znowu czegoś rano szukasz a tu nie ma jak na złość.
Jak rodzinka rozrzucona, każdy gdzieś zajęcia ma
siedzisz w pracy no i myślisz co tu dziś na obiad dać?
I to cała jest kobieta, programator kręci w niej,
bo nie siądzie ni na chwilę, zrobi szybciej będzie mniej.
Żadnej pracy się nie boi rozkręcona po dniu całym
perfekcyjnie panująca w swym rodzinnym świecie małym.
Kobietą być…………………

Zamyślona emerytka…

Myśląc często o przyszłości wielce się zmartwiłam,
bo szmat czasu już za sobą niż przed zostawiłam
czemu czas tak zmyka szybko nie dając się złapać
wszystko co najlepsze przeszło tylko siąść i płakać.
W sercu wspomnień jest bez liku, to pamięć młodości
tylko czemu przemijanie tak bardzo mnie złości?
Czas otrząsnąć się ze wspomnień, nikt o nie nie pyta
dziś zostało tylko skromne życie emeryta,
więc spokojnie myśl o zdrowiu i sercu niestety,
bo nam bliżej emeryci niż innym do mety……

Zakochałam się tej wiosny…

Zakochałam się tej wiosny, który raz to już u licha
słońcem pachną dni radosne a wiatr ciepły ciężko wzdycha.
Jak uroczo w sercu mieszka obraz twarzy miłowanej
zakochałam się tej wiosny, szukam siebie zakochanej.
Błądzę, krążę pośród ścieżek powleczonej kurzem ziemi
przecież musisz być gdzieś tutaj, tu dokładnie między swymi.
Trudno tak bez słów i lęku kochać wizerunek twarzy
otulona tą miłością wyjść przed siebie się odważysz.
Zakochałam się tej wiosny między okruchami życia,
lecz to minie zamiecione jak pod dywan do ukrycia.

Kwiat forsycji

Z końcem przymrozków pąkami odradza się piękny krzew
gałęzie strzeliste i wyprostowane żółcą się pośród drzew
to krzew forsycji płonie, burze efektownych, żółtych kwiatów
wydzielają delikatny, słodki zapach…
Rozkładające się szeroko krzewy swoisty urok mają
zaś gałęzie obwieszone kwieciem piękny widok dają.
Między rozłożystymi forsycjami stokrotka się obudziła
wszędzie jak okiem sięgnąć na podbój wiosny ruszyła
biała z różowym odcieniem śmiało wyrastająca
zalega kępami w trawie delikatna i czarująca.
Z rozkoszą się delektujesz widokiem wiosny ścielącej
kobierzec tkany zielono z dotykiem forsycji pachnącej.

Gdzieś na końcu świata…

Gdzieś daleko pośród pól stoją wiejskie chaty
dachy kryte jeszcze strzechą, wokół liczne kwiaty.
W oknach stare okiennice pchane wiatrem skrzypią
obok w sadzie wiśnie białym kwieciem sypią.
Stary ganek, przy drzwiach schodki czasem naruszone
tuż przy wejściu dwie ławeczki z desek ułożone.
Czas zatrzymał się tu dawno, chaty krzywią z żalu
nawet niebo deszczem płacze nie znając umiaru.
Na podwórku przydeptanym dziurami z westchnieniem
zasklepiły się bajora pod słońca spojrzeniem.
Tu dobranoc małej ziemi diabeł szepcze w ucho
wiatr unosi ziarna piasku i znowu jest sucho.
Stara babka w chustce w kwiaty na ławce cupnęła
nie wie ile to już wiosen w tej wiosce utknęła
życie przeszło pracą tkane, wiatr przepuścił lata,
lecz to mała jej ojczyzna gdzieś na końcu świata.

Przemijanie życia…

Wiatrem mija chwila życia a obłokiem ulatuje
ptakiem czas mijania wzleciał nad przestrzenią przelatuje.
Mija wszystko życiem spięte, chwile ulotnymi są
życie kiedyś rozpoczęte traci z czasem duszę swą.
Przemijanie się zaczęło, wzięło pod opiekę życie
minąć musi co przemija a przekwitnąć co w rozkwicie.

Bezdomny

Poniewierany wiatrem szukał w bramie oparcia
z losem na wojnę poszedł, nigdzie nie dostał wsparcia
bramy wieczoru zamknięte, więc tułać się musiał bez końca
życie jednakże przegrane niewiele widziało słońca.
Pchany bez życia balastu szukał nie wiedzieć czego
stchórzył, bo nie miał odwagi odwrócić losu swojego.
Bezdomny swą bezsilnością przez ścianę czasu zepchany
na krawędź losu swojego jak intruz życia niechciany.

Wielkanoc i sumienie…

Ta Wielkanoc uroczysta niech w spokoju w domach trwa
życie nowe się odradza i Bóg w tym swój udział ma.
Przyjąć trzeba je z powagą, więc przygotuj się bo czas
jeśli wszystko już zrobione reszta czeka w głębi nas.
Każdy z ręką na sumieniu niech rozliczy siebie sam
jakim jestem dziś człowiekiem? czy uczciwą duszę mam?
czy sumienie złość zalewa? czy panuje w nim rozsądek?
jeśli nie, to przemyśl wszystko, zrób ze sobą też porządek.

Nie masz czasu na nic…

Nie masz czasu na nic, życie kurs swój robi
maratonem biegnie czasu nie nadrobisz.
W małych rzeczach radość Twoja się znajduje
relaksu i ciszy właśnie potrzebujesz.

Zaszyj się w naturze, odwiedź głębię lasu
szanuj ciszę jego z dala od hałasu
spójrz na drzewa wkoło, przytul do jednego
a usłyszysz ciszę drzewa tulonego.

Delektuj się chwilą, zrezygnuj z pośpiechu
rozmawiaj z naturą, zawołaj też echo.
Pozytywnej energii nabierz pełne płuca
przyda się, gdy w życiu aurę pech zakłóca.

Piszę, bo kocham codzienność…

Piszę, by móc zobaczyć swe myśli głęboko ukryte
myśli w słowa ujęte a w przeżyciach zdobyte
piszę, bo słowo pisane z serca mego wychodzi
piórem nakreślone z sensu życia pochodzi.
Piszę, bo treści z tytułowym życiem w tle
poruszają, wskazują, smucą, gdy jest mi źle
piszę, by z głębi serca wyrzucić poezję codzienną
prostą jak kartka papieru, lecz jak życie zmienną.
Piszę, by w końcu nakreślić jakie piękno kryje ludzka dusza,
które wyjęte z ukrycia swym bogactwem wzrusza
piszę, bo czuję życie targane nieznanym losem,
które wciąż krzyczy i krzyczy, lecz pisanym głosem.
Piszę, bo kocham codzienność losu naszego,
więc zamykam ją w wierszach z życia dnia powszedniego.

Życie to wiosna

Od strony lasu na łące wiosenne zieleni tchnienie
wśród leśnej rodziny z wiosną też wielkie poruszenie
słońce radośnie poluje z wiązką ciepłego promienia
i każda wśród traw istota potrzebę ciepła docenia.

Krzewy obsiadły już pączki gęste, młode i zdrowe
a obok kobierzec z kwiecia ruszyć ku słońcu gotowy.
Życie się skupia na łące, gdzie prym wiedzie już mucha
w całe owadzie skupisko wiaterek wesoło dmucha.

Jak pięknie i jak wytrwale po zimie łąka ożywa
to cud boskiej natury swój rozkwit radośnie przeżywa.
W każdym szczególe przyrody słońce maczało promienie
życia nie dały jedynie na słońcu rozgrzane kamienie…

Wycinek z historii….

Za przepierzeniem niemocy ludzie idą straceni
niosąc na barkach życia trwogę, ból i cierpienie
idą tłumnie zmęczeni a boleść im towarzyszy
chcieliby wiele powiedzieć, lecz nikt ich tu nie usłyszy.
Suną boleśnie powoli, bo cel ich podróży jest znany
żyją, lecz o tym już wiedzą, że żywot będzie przerwany.
Ludzkie istnienie zniszczone, tragedia po dziś dzień boli
nikt nie zapomni już nigdy tej hitlerowskiej niewoli.

Smutny dzień z życia…

Kochane życie ból sprawia, bo bieg przez życie ma boleć
jak róża ciernista co rani, gdy wbije w ciało swój kolec
jak zdrada bliskiej osoby co w sercu goryczą płonie
tak życie ból też zostawia, kiedy nadchodzi koniec.
Każdemu czas kres przynosi a życie drzwi mu zamyka,
bo koniec z kresem przychodzi, gdy śmierć po drodze spotyka.
Kochane życie ból sprawia, cierpieniem rani odejście,
bo strasznie boli każdego bliskiej osoby zejście.

Nie oglądaj się za siebie

Nie oglądaj się za siebie, co zobaczyć jeszcze chcesz?
to co było już minęło , czas pogodzić się z tym wiesz
nie oglądaj się za siebie, pierś do przodu śmiało idź
cieniem wije się przed Tobą życia losu długa nić.
Nie oglądaj się za siebie, czasu szkoda uwierz mi
co ciekawe wciąż przed Tobą , chwyć za klamkę otwórz drzwi
nie oglądaj się za siebie, przyszłość także piękna bywa
mimo lat i zmarszczek wielu jakich z czasem nam przybywa
nie oglądaj się….

Na wsi o poranku…

Na ganku przed wiejską izbą poranek przycupnął świeży
rozbudza uśpione ptaki i Burka co w budzie leży.
Łąka się ściele zapachem poranną rosą skąpana
przeciąga się trawą zieloną co nieco jeszcze zaspana.
Ptaki próbują swych lotów witając miły poranek
Burek też oczy otworzył i skoczył wesoło na ganek.
Całe podwórko wiejskie świt brzaskiem swoim poruszył
wstały gdakając kury, bo kogut je pianiem zmusił.
Tak od samego rana, gdy świt już oczy otworzy
duży jest ruch na podwórku dokąd się noc nie rozłoży.
A z nocą cisza zalega ścieląc się rozłożyście
światło zgasiła już wszędzie snując się zamaszyście,
by z brzaskiem znowu obudzić życie w zagrodzie drzemiące,
które się toczy i toczy jak koła w furmance po łące.

W marcu jak w garncu…

Wczoraj wiosną zapachniało
dzisiaj śniegiem zasypało
wiosnę czułam i szukałam
dziś pod śniegiem ją zastałam.
Burza chwilę temu była
rano zima zaskoczyła
aura kręci i wiruje
śniegiem sypie,deszczem pluje.
Coś pogoda z zimą w zmowie,
ale aura nam podpowie
rano wstaniesz z kogutami
a tu wiosna za oknami.
W marcu jak to w garncu bywa
wczesną wiosną śniegu żniwa.

Ja wiosną odżywam…

Nie wiem jak Wy,ja odżywam wiosną
tak wyczekiwaną porą radosną.
Relaksu dopełniam już szukając wiosny,
bo widok natury po zimie żałosny.
Smutne,suche drzewa chyba wiosnę słyszą
oczekują już w skupieniu swą drewnianą ciszą
nawet ptaki gardła wodą przepłukują
do śpiewu chóralnego na wiosnę szykują.
Wszystko wkoło żyje a lepiej żyć będzie,
gdy wiosna zaszczepi swe pąki wszędzie.
Ja wiosną odżywam-jak kwiat suchy podlany
co ze snu się obudził zimą zapomniany.
Ja wiosną odżywam,gdy przez okna otwarte
zagląda słoneczko na piętra drugie,trzecie,czwarte
Z letargu zimowego czas nam się obudzić
przygotować do życia,po zimie wskrzesić ludzi.
Wiosną żyje życie,bo ten dar natury
postawi nas na nogi jak lek mało który.

Mój kochany,rodzinny dom

Kocham dom rodzinny,myślami weń wchodzę
jak było?jak minęło?wspomnieniami brodzę.
To mój dom kochany,gdzie ojciec i matka
troszczyli się o mnie jak o małego kwiatka.
Dali mi swą miłość,opiekę i troskę
nim się już spostrzegli wyruszyłam w Polskę.
Zawsze kiedy błądzę i myślami szukam
wracam do domu rodzinnego i drzwi jego pukam.
Tu na półkach starych są liczne pamiątki
wszystko możesz zrobić,byle nie porządki
możesz zbudzić wspomnienia uśpione przez lata
spojrzeć na fotografię,którą dał Ci tata.
Tutaj bez lęku młodość wciąż przychodzi
we wspomnieniach widzisz jacy byliśmy młodzi.
Tu w domu rodzinnym wszystko się zaczęło
odwiedzając go zawsze budzisz co zasnęło.

Na mazurskiej łące

Nad wodą stoją wierzby płaczące
szumią jak fale o brzeg bijące.
Opodal na łące strawę pobierają
domowe zwierzęta co tu się pasają.
Sielski widok zwłaszcza,gdy idzie południe,
bo słoneczko żurawia zapuszcza cudnie.
Ptactwo też się krząta po zaułkach łąki
to zaś wysoko pod niebem fruwają skowronki.
Towarzystwa bractwu dwa psy dotrzymują
biegają,szczekają,wspaniale pilnują.
Czasem widok kota rozproszy psich stróży,
lecz tylko na moment,na chwilę nie dłużej.
Piękne widowisko na mazurskiej łące
dzieci matki natury u źródeł pasące.

Po deszczu…

Po deszczu ziemia oddycha swobodniej
świeże powietrze nos drażni łagodnie
po deszczu mokre się kołyszą trawy
i dzieci wracają do swojej zabawy.
Po deszczu ptak wzleciał co przerwał ciszę,
rozpoczął śpiew swój,już trel jego słyszę.
Po deszczu radość duszę ociera
wypełnia serce,świeżości nabiera.
Po deszczu wreszcie słoneczko wygląda
promienie w dół puszcza,z radością spogląda.
Wszystko po deszczu jak odświeżone
kroplami tchnięte,wodą zroszone.
Tak w pelerynie deszczowej pogody
wszystko co żyje potrzebuje wody.

Po obejrzeniu horroru…

Obraz z filmu straszny w myślach się osadził
zatrzeć,zgubić sceny umysł nie poradził.
Oczy chcesz zamykać,lecz po oczach bije
zwid czarny ogromny i chyba on żyje!
Ratunku!-już woła Twa dusza zmęczona
strachem jest podszyta,dziwadłem zmieniona
co robić?myślami głowę masz zajętą
z filmu grozy postać usunąć przeklętą!
Znów oczy ostrożnie próbujesz zamykać,
lecz to maszkaradło nie próbuje znikać.
Lampkę nocną świecisz,by w jasności blasku
dziwadło filmowe zniknęło w potrzasku.
Oj nareszcie chyba zasnąć by wypadło
po męczącej walce zniknęło dziwadło.
Nigdy więcej grozy ni filmu strasznego
lepiej spać spokojnie bez kina nocnego.

Dziadek

Twarz zwyczajna jest u dziadka
może trochę niezbyt gładka
rysy życie pozmieniało
trochę zmarszczek na twarz dało.
Dziadek się tym nie przejmuje,
lecz już z chorób nie żartuje
biega ciągle po lekarzach,
bo chorować mu się zdarza.

Relaks z kawą w tle…

Za oknami zima miesza z wiatrem białe płatki
ja ten widok konsumuję,piękny jak z okładki.
Patrzę w dal i spokój czuję,zima czar roztacza
a ja biorę kubek z kawą do pokoju wkraczam.

Czarny płyn ze smakiem piję,relaks czuję błogi
mała czarna o tej porze stawia mnie na nogi.
Piję kawę u stóp zimy,serce spokój łapie,
bo mi ciepło a na dworze zima w śnieżnej czapie.

W towarzystwie małej czarnej zima nie jest zła
chociaż mrozi i dokucza też swój urok ma.
Jak to dobrze móc przy stole czarną kawę pić
zima minie-pomyśl sobie i już chce się żyć.

św.Walenty i jego dzień

W dzień św.Walentego miłość swoje święto ma
słodka chwila serc gorących,w których wciąż uczucie trwa.
Czasem dobrze,gdy po drodze miłość zgarniesz po wsze dni,
bo z miłością Ci do twarzy,o miłości każdy śni.
Wbrew pozorom kochać chcemy,zakochani lżejsi są
swą miłością uniesieni jak na skrzydłach grunt tracą.
To uczucie w głębi serca kulą ognia pali się,
bo przy ogniu tej miłości kochankowie grzeją się.
Wiwat zatem Walentemu co z miłością za pan brat
a Ty kochaj i pielęgnuj miłość starą jak ten świat.

Zabierz mnie daleko stąd…

Zabierz mnie w podróż daleką,zabierz daleko stąd
wszędzie,gdzie słońce świeci a ludzie szczęśliwi są,
gdzie kwiaty pachną najmocniej a woda szumi w błękicie,
gdzie nieba lazur obłoków i łąki pięknieją w rozkwicie.

Zabierz mnie w podróż daleką,jak tylko najdalej umiesz,
gdzie ptaków świergot radosny każdy potrafi zrozumieć
gdzie życie radością jest a miłość omastą do chleba
zabierz mnie tam gdzie na ziemi będzie kawałek nieba.

Bezrobotni

Żyjesz sobie z dnia na dzień,przyszłość Ci nieznana
wstajesz,kręcisz się po domu od samego rana.
Bezrobotny z Ciebie człek co to dalej będzie?
szukasz pracy,lecz co z tego wiek przeszkodą wszędzie.

To jak walka z wiatrakami trochę Cię przerasta
rzeczywistość zbyt bolesna,życie dajesz w zastaw.
Takie trwanie w jarzmie czasu wegetacją trąci,
która ciężko Cię doświadcza i boleśnie mąci.

Wytrwale czekajmy na miłość

Odrobinę szczęścia w miłości każdy mieć powinien
życie mamy jedno,los jest nam to winien
z miłością się rodzimy,po miłość w dorosłość idziemy,
która nie zawsze nas słucha,jak bardzo kochani być chcemy.

Uzbroić się trzeba w cierpliwość i serca wysłuchać swojego
poczekać wytrwale na miłość-uczucia niezwykle ważnego.
Nie omiń miłości po drodze,być może jest niedaleko
rozejrzyj się jeszcze wokoło i zajmij się nią,nie zwlekaj.

Świat barwami słynie

Świat barwami słynie,pokrył się kolorem
tu pachnie wrzosami tam znowu folklorem.
Fioletowa przestrzeń otula irysy,
by otworzyć zielonej przyrody kulisy
Żółte słoneczniki barwą swą strzeliły
z zielenią i żółcią klimat barw stworzyły.
Kolor pachnie bielą kory brzóz wysokich
co to pną się w górę pod błękit obłoki.
Niekiedy purpurą niebo się zalewa
ptak w kolorach drzew nieświadomie śpiewa.
Słońce czerwień lubi,gdy na zachód zdąża
malować oblicze na niebie podąża.
W każdym otoczeniu kolor się rysuje
życie ma co robić-kobierzec maluje.

Po drodze miłość gubimy

Przez życie z miłością pod rękę idziemy,
lecz kiedy jej braknie,iść dalej?Nie wiemy
znużeni jej brakiem krążymy jak we śnie
bez celu i sensu,opuszczeni wcześnie.

Miłość już umarła,padła niepotrzebna
rutyna ją zabiła,codzienność tak wredna.
Leży sobie teraz na dnie życia zdarta
jak ciało złożone,nieprzyjemnie martwa.

Może odrobina egoizmu…

Żyć bogato kto zabroni,jeśli kogo stać,
lecz nie pakuj się w przesadę,umiar trzeba znać.
Powiesz może-Twoja sprawa tu i teraz żyć
zawsze liczy się zabawa a nie o niej śnić,
bo jak przyjdą stare lata i los skurczy dni
wtedy powiesz,że przeżyłeś i z tym dobrze Ci.
Jedno życie mamy przecież nie ma co tu kryć
świat oszalał i co z tego,nam pozwólcie żyć!

Bądź CZŁOWIEKIEM…

Wszystko mija bezpowrotnie,otrzyj z twarzy łzy
żyj i pracuj,bądź CZŁOWIEKIEM to najlepsze TY.
W zgodzie z sercem i sumieniem przeżywaj swój czas
dobre słowo i uczynki nic nie bolą nas.

Bądź CZŁOWIEKIEM z krwi i kości,kochaj,szanuj,dbaj
o rodzinę i świat zwierząt,wszystko z siebie daj
i nie zmarnuj swego losu CZŁOWIEK -dumnie brzmi,
jeśli w sercu spokój mieszka możesz nim być Ty.

We mgle strachy siedzą

Mgła nie zawsze szczera,mgła coś zawsze knuje
kto jej raz zaufał ten potem żałuje.
We mgle niewiadome jakieś licho czmycha
wśród bieli cierpliwie na nieznane czyha.

To na krzakach siedzi lub drzewach przysiadło
i poluje w tej mlecznej przestrzeni dziwadło.
Z mleczną barwą świata już się oswoiło
zza rogu wygląda i tam przyczaiło.

Każdy kto się boi być w mgły otoczeniu
szybkim krokiem biegnie z duszą na ramieniu,
bo to nie są żarty,gęsta mgła jest ślepa,
by nie kusić licha szybko dajesz z trepa.

Psie szczęście

On wie dokładnie kiedy obiad będzie
pilnuje,chodzi za panią wszędzie
na znak od pani dobrze mu znany
pędzi do miski piesek kochany.

Gdy sobie podje smaczną wyżerkę
idzie z powrotem na swoją kołderkę
i się przewraca,i wciąż oblizuje
tak mu ten obiad jeszcze smakuje.

Potem wywija się jak sprężyna
brzusiem do góry i drzemkę ucina.
I taki widok powiem Wam szczerze
najbardziej mnie wtedy za serce bierze.

Grupa kolegów w pewnym wieku

Skoczył facet łyknąć powietrza świeżego,
ale zamiast tego poszedł na jednego
kumple go obsiedli i już nie puścili
tak się w pubie wszyscy wygodnie gościli.

Lekko trunek pity w głowę szybko wchodzi,
lecz naszych kamratów nic to nie obchodzi.
Pogawędzić można,w polityce mieszać
dołożyć winnemu,umarłego wskrzeszać.

Klimat się zagęszcza,atmosfera sprzyja
bractwo jest zajęte a czas szybko mija.
Przy takich relacjach wieczoru dobili,
ale przedtem znowu na zaś umówili.

Taka solidarność męska wręcz panuje,
gdy brak jest kolegów każdy oczekuje,
lecz kiedy pojawi się męskie ogniwo
znów się umawiają na złociste piwo.

Czas zrozumieć kobiety….

Zdruzgotane i zranione serce dnia pewnego
ciągle ranisz je i dręczysz…pytam się dlaczego?
Tyle pytań ile uczuć nęka ludzkie ciało
ciągle pytam,Ty nie mówisz albo wciąż za mało.

Unik robisz,by nie trafić na mą serię pytań
jak?dlaczego?i w ogóle czemu teraz zgrzyta?
Czas naprawić to i owo,by relacje skleić
facet zrób coś,weź na klatę a w zaparte nie idź!

Jeśli czujesz a czuć musisz nie psuj atmosfery
weź naprawiaj co zepsułeś,lub idź do cholery.
Ach mężczyźni są jak dzieci,potrzebują marzeń
nawet kiedy są dorośli wciąż szukają wrażeń.

Przed lustrem…

Zerkasz w lustro raz i drugi Boże jak czas leci
jeszcze wczoraj byłam młoda, dziś dorosłe dzieci.
Co się dzieje i dlaczego twarz się ciągle zmienia?
tylko oczy wciąż te same służą do patrzenia
widzą dobrze zmiany wszystkie-czy aby na pewno?
wzrok z pamięcią już się miesza przeszły już nie jedno.
Los bezwzględny wciąż odbiera i odciska życie
mimo starań i maseczek zmienia ciało w skrycie.
Znowu zerkasz a odbicie Ci się nie podoba
tylko lustro wciąż to same stoi jak ozdoba.
Dnia każdego spojrzeć musisz ,mowę Ci odbiera
mimo starań Twą aktywność życie Ci zabiera.
Znowu zerkasz,no i po co?co dziś chcesz zobaczyć?
los młodości już nie odda musisz mu wybaczyć.
Trzymaj się tymczasem tego co Ci pozostało
mąż i dzieci z czasem wnuki to wcale nie mało.
Leżysz i wciąż myślisz sobie,lecz nic to nie daje,
bo czy z lustrem,czy też obok siebie nie poznajesz,
lecz na zdjęciach to i owszem taka właśnie byłaś
los Ci tego nie odbierze….i się rozmarzyłaś.

Nowy Rok i marzenia…

Drobnym krokiem ku marzeniom Nowy Rok nam wkroczył
różnie losem w życiu naszym stary rok potoczył
każdy szczęście chciałby zaznać w progach domu swego,
gdy planuje i zdobywa łup dnia powszedniego.

Nie tak wiele nam potrzeba,by wartością było
życie dane nam od Boga,by się nam ziściło
szereg drobnych przyjemności i zdrówko na czele,
by służyło nam do końca przecież to niewiele.

Stąpać twardo po tej ziemi wytrwale musimy
w pocie czoła,lecz z radością bieg losu tworzymy,
bo nadzieja w przyszłość wchodzi a rok drzwi otwiera
i z godnością twórczej pracy do celu zabiera.

Skrupulatnie i powoli rok zebrał marzenia,
lecz nie w bajkę tylko pracę i to ciężką zmienia,
by w efekcie nam przekazać co tworzymy sami
w drodze po marzenia nasze długimi latami.

Kolejne zimowe miesiące

Tuż przed końcem roku zimą nam powiało
śniegiem zaprószyło,mrozem zaszczypało
śniegu szczypta spadła,zima to nadrobi
zanim minie stary rok świat bielą ozdobi.

Przyjdzie styczeń zawieruszy w termometry chuchnie
i garściami z zimowymi warunkami dmuchnie.
Dużym mrozem świat przeszyje jak gorsetem ściśnie
każdy musi przetrwać chłody i słowem nie piśnie.

No i zimą luty czyha na siarczyste wejście
kiedy styczeń odmelduje swe zimowe zejście.
Luty prężny i zimowy chociaż krótszy nieco
mrozem ściśnie,śniegiem sypnie,płatki w dal polecą.

Zima w pełni się panoszy,w biel świat zamieniła
i pilnując co rozniosła na dłużej utkwiła.
Nawet marzec nie da rady z zimy się opędzić,
bo ta właśnie dni trzydzieści z marca też chce zwędzić.

Dosyć tego!kwiecień rzeknie-już porządek robię
drogę wiośnie pokazuję-zimo idź już sobie!

Ciepłe serce domu

Gdzieś w oddali przy skromnej drodze miasta
piękny dom marzeń w krajobraz wrasta
wśród żwiru rejonami iglaki przycupnęły,
które w porze zimowej jakby nieco zasnęły.

W spokoju zimowym cisza niesłychana
zaległa gdzieś w polach śniegiem przysypana.
Zimą otoczenie jakby nagle zamarło
chłodnym spojrzeniem mrozu wyparło.

Za to ciepło serdeczne wnętrze domu kryje,
bo żarem gorącym serce kominka bije.
Smolne szczapy leżą i trzeszczą żarliwie
otulając swym ciepłem i grzejąc gorliwie.

Ciepło smaga ściany po kolorze muska
przyjemnie się tocząc złotym pasmem ciska.
Serce domu ciepłem przytulisko tworzy
zawieruchę mroźną we wnętrzu rozłoży.

Każda miłość jest piękna

Każda miłość jest piękna,każda miłość jest inna
bywa ciepła,szalona albo całkiem niewinna
zamelduje się w sercu i zamieszka na stałe
czysta miłość-tam właśnie ma swe lokum wspaniałe.

Mądra miłość pokłady cierpliwości posiada
w sercu się urządziła i uwagi wymaga
jak mieszkanie zajęła i remanent sporządza
pielęgnuje emocje,uczuciami zarządza.

Wigilia

Biały jak śnieg obrus już na stole leży
świecy blask i kwiat poinsecji świeży
już swe miejsce zajęły potrawy tradycyjne
a opłatek zamyka to menu wigilijne.

Pierwszej gwiazdki na niebie dzieci wyglądają,
gdy ją ujrzą domownicy do stołu siadają.
Dzieląc się opłatkiem życzenia składamy
szczere i gorące tak jak odczuwamy.

W tak świąteczny nastrój kolęda trafiła
w sercach pełnych miłości z wigilią ożyła.
Święta mają w sobie coś magicznego
otwierają nam serca dla dobra wspólnego.

Tuż przed świętami…

W każdej kuchni ruch ogromny,przygotowań czas
pełne ręce ma roboty przecież każda z nas.
Jak najlepiej się staramy dusić,piec,gotować,
by do świąt Bożych narodzin na czas przygotować.

A do tego trzeba jeszcze wszystko wypucować
wyjąć,umyć i dokładnie na swe miejsce schować.
Gdy pomocy się doczekasz pracy będzie mniej
przygotować więc pomału resztę jest nam lżej.

Kuchnie grzeją,garnki skaczą,ciepło się unosi
ryby,ciasta i pieczenie-zapachem roznosi.
Wprawne ręce przez dni kilka potrawy szykują,
bo w wigilię domownicy chętnie je skosztują.

Choinka

Piękna i wysoka jeszcze lasem pachnąca
elegancka i dostojna jak gwiazda wschodząca.
W swej zielonej tonacji zabłysnęła świeżo
a ozdoby świąteczne już do niej należą.

Wśród kłujących gałązek bombki sobie wiszą
duże ozdobione wdzięcznie się kołyszą
obok mnóstwo pierników i ozdób wyborowych
oplecionych łańcuchem z kółek kolorowych.

Gdzieś na dole wiszą w koszyczkach orzechy
co dzieci zawiesiły dla własnej uciechy.
Na czubku się rozsiadła gwiazda błyszcząca
wysoko jak królowa choinki panująca.

Czar światełek migocących po zieleni przelatuje
ciepłym światłem lekko choinkę obejmuje.
Tak strojna i wytworna stoi już gotowa
w całej krasie swojej bardzo wyjątkowa.

Dzieci i bałwanek

Sypie śnieg płatkami rzuca,puch leci od rana
dzieci cieszą się,bo dzisiaj lepić chcą bałwana.
Toczą kulki potem kule śniegiem nasycone
takie duże śnieżnobiałe mocno zakręcone.
Kula dolna już gotowa toteż wnet ląduje
potem druga no i trzecia miejsce swe zajmuje.
Bałwan stoi,lecz zmartwiony: oczu,nosa brak
co te dzieci mi zrobiły?wyglądam jak wrak
ależ gruby nasz bałwanku-nie jesteś gotowy
zaraz będą piękne oczy i nos marchewkowy.
Nawet szalik założymy byś nie miał kataru
i guzików czarnych kilka słusznego rozmiaru.
Stoi bałwan już gotowy i zadowolony
ku radości dzieci małych z kul śnieżnych zrobiony.

Wystawa obrazów-wspomnienie

Na ścianach wisiały obrazy wprawną ręką nakreślone
z całym przedziałem uczuć i na płótnie złożone.
Jedne zdawać by się mogło z bólu krzyczące
inne jakby nieobecne i w dal patrzące.
Twarze w ramy ujęte przed nikim nie udają
te ludzi spojrzenia nas samych przedstawiają.
Tu grymas na twarzy i oczy wpatrzone
to zaś wąskie usta w lekki uśmiech złożone.
Rzec by się chciało przekrój lica ludzkiego
w pewnej dacie zatrzymany,dacie życia naszego.
Z innych ram wyglądały statki szarpane wiatrem
dla których ciemne morze i fale były tłem.
To znowu puszysta zima co w śnieg obrodziła
wiele obrazów tym puchem wypełniła.
Spokój,zaduma i czas na zatrzymanie
były treścią obrazów i autora przesłaniem

Wiersz napisałam w podzięce za wernisaż wystawy malarstwa Krystyny Balińskiej.

Przepis na życie….

Otwórz się na życie,otwórz się na ludzi
miej serce otwarte niech radością budzi.
Bądź dobrym człowiekiem,optymizmem tryskaj
działaj w dobrej wierze,przyjaciół pozyskaj.

Nie bądź cholerykiem,nie działaj pochopnie
bądź uprzejmy w życiu to bardzo istotne.
Traktuj dobrze ludzi,dobrze też zwierzęta
jakim będziesz typem każdy zapamięta.

Nie odwracaj wzroku,gdy ktoś jest w potrzebie
podaruj mu serce i pomoc od siebie.
Zatroszcz się o bliskich,zatroszcz o sąsiada
przynieś mu zakupy,przy kawie pogadaj.

Miej oczy otwarte na potrzeby innych
staraj się pomagać a nie szukać winnych.
Taka dobroć serca to słońce każdego
co zaświeci biednym,pokrzepi bliźniego.
Dobroć zawsze wraca i życie wypełnia
a Ty w nim szczęśliwy szlachetnie się spełniaj.

Szukam ideału ?

Szukam swego ideału,lecz go nie ma jak na złość
wszyscy wkoło tacy sami,poszukiwań mam już dość.
Wymyśliłam imię Twoje,kolor oczu,wiek i wzrost,
lecz to tylko ma fantazja,muszę tu się przyznać wprost.

Szkoda czasu,poszukiwań-idealnych ludzi brak
serce moje pustkę czuje niepotrzebne jak ten wrak.
Jasny umysł radę daje: przemyśl wszystko jeszcze raz
a najprostsze rozwiązanie-skreśl ideał na pokaz.

Idzie Boże Narodzenie

Czas się zabrać za porządki,święta idą już
myjka,szczotka,ciepła woda wyganiamy kurz.
Po mieszkaniu się kręcimy,zajrzeć trzeba wszędzie
każdy pomoc proponuje,czysto wnet tu będzie.

Tak szczególnie się staramy na świąteczny czas
chociaż cały rok sprzątamy to nie zwalnia nas.
Trzeba przecież nastrój stworzyć -dzwony niech zabiją
czysta dusza,serce ciepłe- niech kolędy żyją !
Niech te święta wynagrodzą naszej pracy trud
bo to Boże Narodzenie-religijny cud.

Starsi młodzi duchem

Chociaż starsi już jesteśmy,lecz duch młody w nas
jest to dla nas już seniorów wyjątkowy czas.
Siwe włosy czas oznaczył,rysy twarzy tknął
los przerobił z nami wszystko,co najlepsze wziął.

Życie nasze jak estrada graczy miało dość
jedne role bardzo wdzięczne,inne dały w kość.
Jak w teatrze role przeszły zapomniane już
jedni grają,inni zeszli-takie życie…..cóż

Kocham grudzień cały

Drobne płatki śniegu za oknami lecą
na grzbiet futro włożył grudzień mroźny nieco
Kocham grudzień cały,bo zacnym miesiącem
tu się miesza zimno z minimalnym słońcem.

Odbywa preludium w przedświątecznej szacie
wśród kolęd,prezentów w świątecznym klimacie.
Nastrój się odzywa w sercach ludzkich rośnie
każdy ma pragnienie dni spędzić radośnie.

Dni grudniowe wszystkie nastrojem witają
wierzyć w lepsze jutro,dobroć pozwalają
wiara czyni cuda,serca ludzkie łączy
w grudniu też przyjemnie stary rok się kończy.

Wszyscy wiarę mamy,że lepsze nadejdzie
bogatsi w przeżycia roku co odejdzie
chociaż grudzień rok zamyka to radośnie kończy
wszystkich w tym miesiącu coś pięknego łączy.

Mróz artysta

Mróz maluje wszystko wkoło,pięknym haftem robi
drzew korony,szyby w oknach koronkami zdobi.
Zimno straszne się przedziera pod mrozu oknami
strasząc chłodem,przyjściem zimy,lodem i soplami.

A my czapa,rękawiczki i szal zakładamy
otuleni ciepłą warstwą z mrozem zadzieramy,
a mróz szczypie nas w policzki i za nosy łapie
kto odporność swoją zgubi temu z nosa kapie.

Andrzejkowe wróżby

Na andrzejki wróżby wszelkie oraz wosku lanie
bo do losu młode panny mają zapytanie….
kto wybrankiem moim będzie z której przyjdzie strony?
jakie imię będzie nosił przyszły narzeczony?
kiedy wreszcie wyjdę za mąż i w kim się zakocham?
jak nie dowiem się dziś tego zaraz strzelę focha…

św.Mikołaj się zbliża…

Wielkie sanie zaprzężone niebiańską aleją mkną
z pyłem gwiazd srebrzystych,drogą błękitną
w nich św.Mikołaj do dzieci zmierza właśnie
prezenty rozdać musi nim gwiazdka ostatnia zgaśnie,
bo każde dziecko tej ziemi na prezent zasługuje
dlatego św.Mikołaj podróż dokładnie planuje.
Elfy prezenty pakują,gdy listy od dzieci ON czyta,
gdy przygotują już wszystko zaprzęg rusza z kopyta.

Idzie zima w białej czapie

Zima się już przyczaiła w białej szacie idzie
czas mrozów siarczystych pewnie z zimą przyjdzie.
Z wdziękiem sobie znanym biała zima przyszła
w bieli jej do twarzy,więc na spacer wyszła.

Drzewa nagie stoją dobrze się trzymają
w istocie bez liści nieźle wyglądają.
Czas by śnieżną czapę drzewa przyodziały
i w takiej postaci do wiosny wytrwały.

Puchowe okrycie tej zimy jest w modzie
puch dachy okrywa,puch na samochodzie.
Pracuje gorąco sypiąc śniegiem zima
kiedy mrozem ściśnie biała aura trzyma.
Lubią zimę dzieci,gdy śniegu przybywa
przychylną ofertą zima ich zdobywa.

Pamiętajmy o pradziadkach

Trzymając się za ręce wiele razem przeszli
rozsądnie z miłością do życia podeszli
dziś oboje starzy z bagażem przeżytych lat
doświadczeni historią wielu,wielu dat.

Szronem losu sprószone obu staruszków włosy
twarz ze starą cerą bruzd rysunek nosi.
Ślad czasu lat wielu odcisnął na tej parze
wydawać by się mogło,że nawet w nadmiarze.

Gdy wiekiem się z przodu życie ich zaczyna
tym chętniej młodości się lata wspomina
prawnukom czasami,gdy zajdzie potrzeba
o walce,przetrwaniu czy historii chleba.

Życiorys bogaty często mają dziadkowie
zmęczeni weterani,prawnuków przodkowie.
To oni historią najnowszą tej ziemi
tworzą jądro rodziny,która sercem z nimi.

Bez pracy nie ma kołaczy

Równym rytmem takt wybija dzień każdego rana
noc jak zwykle szybko przeszła jakby nie wyspana
wstajesz rano drzwi zamykasz i do pracy lecisz
żona śpi,obok w pokoju śpią malutkie dzieci.

W pracy wiecznie jest gonitwa,lecz pracować trzeba,
by utrzymać swą rodzinę -bez pracy się nie da.
Równym rytmem życie mija,przecieka przez palce
Ty pracujesz wciąż zdobywasz w tej życiowej walce.

Stary,kochany Gucio

Jak starość człowieka zwykle trudną bywa
tak pies starym będąc podobnie przeżywa.
Oczu blask wygasa,zaćma wzrok odbiera,
lecz dzielnie staruszek łapkami przebiera.

17 lat długich niczym jego ciało
ma mój piesek Gucio jamnik jakich mało.
Starość żniwo zbiera słuch mu przytępiła,
lecz bez niego radzi sobie psina miła.
Wstrętna starość niszczy przyjaciela mego,
lecz będę go kochać do dnia ostatniego.

Czy to sen czy jawa…

Drzwi otwarte życie weszło z bólem się rozstało,
lecz rozstanie w tej postaci zbyt długo nie trwało.
Ciężko chory i przegrany do bólu zwyczajny,
lecz dlaczego jego zdrowie to przypadek skrajny?

W swej boleści ma marzenia chociażby malutkie,
lecz dlaczego te marzenia są owiane smutkiem?
Ciąg bolesnych myśli,żalu życia przegranego,
lecz dlaczego to nieszczęście więc spotkało jego?

Myśli przeszkadzają,smutek cierpi z żalu,
lecz dlaczego nikt nie przerwie sennego koszmaru….

Po rosie brodząc…

Rano kiedy świat spowity jest rosą
poczuj ziemię swoją stopą bosą
nurzaj się w tej wilgotnej toni
brodź jak czapla-nikt Ci nie zabroni.

Kiedy rosa muskać stopy będzie
jak w amoku-po trawie biegaj wszędzie
czujesz chłodne ziemi łaskotanie
to natury radość na spotkanie.

Ziemio nasza kroplą rosy utkana
kocham ciebie bosą stopą od rana
kocham ciebie w kroplach rosy perlistej
przyjdę znowu bosą stopą w dniu dżdżystym.

O mnie……

Tu się zero nawinęło,tam już szóstka przyszła
i niestety to jest prawda młodość dawno prysła.
Ale co tam głupstwa gadasz,pomyśl tylko nieco,
że masz pasję,którą tworzysz a dni niech tam lecą.

Własną twórczość z pasją łączysz-masz zajęcie stałe
wszystko razem tworzy własne wydawnictwo małe.
Chęć pisania z życia wierszy to jest świat mój cały
co ma wady i w przekroju nie jest doskonały.

I co z tego ,że lat wiele z szóstką z przodu biega
skoro wiek to tylko data,nic mi nie dolega.
Młodość przeszła-no i dobrze,wszystkim przecież mija
a ma szóstka łącznie z zerem mojej pasji sprzyja.

Deszczowa jesień

Za oknami rozciągnęła krople deszczu jesień
zapłakaną ziemię wita pracowity wrzesień
a tuż za nim swe ramiona październik rozkłada
zaś deszczową panią jesień listopad dopada.

Z nieba leci deszczyk mały co jak prysznic działa
to dla zwierząt i dla roślin kąpiel doskonała.
Tak jesienny i deszczowy czas się zadomowił,
że wziąć sprawy w swoje ręce właśnie postanowił.
Od tej pory deszcz unika listopada progi
idą chłody,ciepła jesień właśnie dała nogi.

Nad bagiennym mokradłem

Nad bagiennym mokradłem w kępie tataraku stała
w bieli swej sukienki duchem wyglądała
oczami wyobraźni,którą śmierć pogrążyła
chciała dotknąć ziemi po której chodziła.

Przy leciutkim wietrze co ją trącał z boku
sunęła z oparami nie robiąc ni kroku,
gdy nagle pociemniało,ściana grozy zastygła
razem z duchem rażone wyszły inne-jak mgła.

To groza nocy letniej w roli głównej widziadła
gdzie teatrem są łąki a siedzibą mokradła.

Chcę zakochać się czule

Chcę zakochać się czule,żeby miłość swoją dać
chciałbym kiedyś pokochać tą jedyną,przy niej trwać,
bo pokłady mej miłości są ogromne dla niej śpią,
lecz gdy spotkam tą jedyną to zarzucę miłością.

Życie mnie nie rozpieszczało,lecz pozostać nie chcę sam
gdybym spotkał Cię dziewczyno to miłości wiele mam.
Życie mija a ja biegiem ,czasem szukam,czasem nie
kiedy miniesz mnie na drodze,to na pewno poznam Cię.

Jak we mgle już widzę Ciebie,już dotykam-znikasz gdzieś
mgła opadła,lecz za Tobą leci ma miłosna pieśń.

Pokój tej ziemi najważniejszy

Ziemio twarda ludzkimi butami zdeptana
ogarniasz wzrokiem tę przestrzeń nieznaną.
Nie chcesz ziemio ni wojen ni zła wszelkiego
nie chcesz krwi ludzkiej ,ni losu wojennego.
Żadnych gróźb ani błędów ludzkiego czuwania
my nie chcemy i Ty Ziemio się wzbraniaj!
Ziemio nasza Tyś radością,gdy spokój na niebie
wszelkie ptactwo nakarmisz,gdy bywa w potrzebie
i zwierzynę przytulisz, kiedy pokarm zdobędzie
jesteś wszystkim potrzebna mając pokój na względzie.
Z Tobą Ziemio czuwamy,by tej ciszy nie spłoszyć
by w niebiosa pieśń czystą i radosną donosić
trwaj więc z magią historii i dat jej pisanych
a zastaniesz swój naród w świetle życia oddany.

Święty spokój potrzebny od zaraz

Życie niesie hałas wielki,zamieszania czas
prędkość losu,plik nowości co nurtują nas.
Los wciąż płynie karty zrywa z życia bujnych lat
i z upływem dekad wielu nie pamiętasz dat.
Segregujesz lat dziesiątki a układa myśl,
która marzy z rozrzewnieniem o spokoju dziś.
Spokój dotarł,bo w naturze wszystko ma swój czas
w pewnym wieku święty spokój opiekunem nas.

Mój towarzysz cień

Cień mym przyjacielem jest,kiedy słońce dopisuje
on jest przy mnie tuż przy nodze,razem ze mną maszeruje.
Wierne cieniem me odbicie towarzyszem na spacerze
co godzinę trwa lub więcej,nikt mi cienia nie odbierze.
Czasem z lewej strony sunie albo z przodu tor wyznacza
idzie rytmem mego ciała,nawet jak ja-drogę skraca.
Cień jest cichym towarzyszem,stojąc patrzysz-on też stoi
zawsze z Tobą chodzić będzie,bo cień słońca się nie boi.
Słońce grzeje on już jest,nie odstąpi ni na krok,
lecz gdy słońce skryje się,bez pytania znika w lot.

Wiatr w polu hula

Wiatr hula w polu nogą zamiata
we wszystkie strony wietrzysko lata
drzewami szarpie,liśćmi tarmosi
tak sowizdrzała z porywem nosi.
Szumi i gwiżdże gniewne wietrzysko
porwie co spotka na drodze wszystko.
Tak cały dzień się kręci w amoku
nie myśli przestać nawet o zmroku.
Jednak,gdy świtać zaczęło z czasem
czmychnął wiatr hulać sobie za lasem.

1 listopada…

Na mogiłach się rozsiadł nostalgiczny listopad
wśród alejek cmentarza wszystkie groby dopadł.
Otuleni szalem z myślami i przemijaniem
odwiedzamy groby z bólem nad rozstaniem.
Czas to odpowiedni,by pomilczeć w ciszy
wspomnieć swoich bliskich,by móc ich usłyszeć.
W przeszłości grzebiemy pamięcią wracamy
z drżącym kłucia sercem znicze zapalamy.
Wszystkich,którzy zeszli przemijanie tknęło
serce naszych bliskich na wieki zasnęło.
Spokój niechaj czuwa w liturgicznej szacie,
gdy nadejdzie pora z Nami się spotkacie….

Jesień i proza życia

Lecą liście i kasztany na ziemię z jesienią
lato przeszło,za to jesień miesza się z zielenią.
Ranki dżdżyste i spowite deszczu melancholią
co od rana nas częstują smętną euforią.
Po zaniku dnia letniego zadumę witamy
w barwie brązu i złotego naturze składamy.
Jesień złota i brązowa szatę rozrzuciła
cienką nić babiego lata w pośpiechu rzuciła.
Czepia się jak rzep ogona nitka niewidzialna
co urokiem tej jesieni i rzecz niebanalna.
Jesień życia i natury piękną może bywać
trzeba tylko w prozie życia mądrze ją przeżywać.

Niepokoju nadszedł czas….

Spiętrzone chmury wiszą-zaczęło się czekanie
niebo chyli się ku ziemi widząc ludzkie łkanie.
Gęstą,mglistą niepewność porozwieszał czas
budząc trwogę,lęki mnogie w sercach wszystkich nas.
Niebios granat powleczony straszny czyni mrok
tłum spogląda przerażony-to przykuwa wzrok.
Ciemność zapada przed oczami ludzkich dusz
trwa niepokój,ptaków cisza-czy to koniec już?

Spotkanie przy winie

Wino na stole,włącz niech gra muzyka
niech nasze zmysły rytmem dotyka.
Nalej nam wina,kielichy stoją
niech leci trunek purpurą swoją.
Czerwone wino rozgrzewa nasze ciała
rozgrzewa zmysły igraszka mała.
Nalej mi jeszcze,niech czar się dzieje
niech moje ciało przy Twoim mdleje.
Czar upojenia magią musnął ciało,
które spełnione tańczyć zachciało.
Otuleni rytmem i zapachem trunku
wtuleni w swe ciała trwali w pocałunku.

Pobłądziła…?

W skali życia gdzieś runęła
o los twardy się potknęła
ścianą łez się z dna wylała
gubiąc dumę cicho stała.
W rozrachunku trwania kręgi zaliczała,
lecz przybytku tego opuścić nie chciała.
Los swój przepuściła,on ją sponiewierał
po drabinie życia do niej się dobierał.
Gdy w bilansie sensu pomysłem kreśliła
w rezygnacji swojej myśl się narodziła,
tocząc kulę czasu-ryzykuję życie,
które kiedyś zmienię,obiecała skrycie…

Dziękuję Ci Mamo…

Dziękuję Ci Mamo…
Lat wiele minęło wpajanych wartości
Twe życie nabrało koloru starości
wciąż starsza i starsza,bo lat nam przybywa,
lecz Tobie wraz z wiekiem i sił już ubywa.
Dlatego tu jestem,by czuwać przy Tobie
i nie pozwolić na smutek w chorobie,
lub zrobić zakupy,gdy zajdzie potrzeba
dla Ciebie uchylę kawałek nieba.
Dziękuję Ci Mamo za Twój upór życia,
bo nie masz słabości,lecz chęci przeżycia.
Choć targa choroba,sił mało czasami
dziękuję Ci Mamo,że wciąż jesteś z nami.
Dziękuję Ci Mamo Tyś różą tej ziemi…..

Ogarnij myśli….

Bezsenną nocą spać przeszkadzają
myśli stłamszone co próg przekraczają
z mrocznością nocy kołują wszędzie
jest ich już dużo i więcej będzie.
Co w głowie siedzi nocą się wynurzy
niczym turyści z długiej podróży
w całym natłoku wychodzą z ciemności
nocą,gdy cicho przy braku czujności.
Jak dym z papierosa szary się unoszą
te myśli czekają-o audiencję proszą.
Niektóre lekkie wabią się puchem
to znowu obce z nocnym podmuchem,
w czarnej przestrzeni się rozmieściły
szukają,krążą – jakby zgubiły.
Ogarnąć trzeba to towarzystwo
ze świtem spokój – ogarniasz wszystko.

Jego platoniczna miłość

To nie wszystko co chcę Ci powiedzieć miła
zawładnęłaś mym sercem,strzała je przebiła.
W Twoich oczach blasku żar głęboki widzę
zakochałem się w Tobie i tego nie wstydzę,
lecz ma miłość platoniczną chyba pozostanie
a może mnie pokochasz i tak niech się stanie.
Nie znasz mnie ma Julio,mijam Cię czasami
wciąż marząc o Tobie,często śniąc nocami.
Niezbyt rozgarnięty jestem w tej miłości
ta bezsilność moja mnie samego złości.
Co z tego,że kocham jak Ty masz innego
nie chcę tego zmieniać,nie wyplączę z tego.
Kiedy noc nadchodzi i tak „jestem z Tobą”
chory w mej miłości ale zawsze obok…….

Człowiek jak cztery pory roku….

Słodkie maleństwo na świat przychodzi
jak pączek na drzewie co wiosną wschodzi,
by się rozwinąć z kolei wspaniale
niczym owoce w terminie dojrzale.
To w lecie marzenia młodych się spełniają
wszelkie miłości ich dojrzewają
z bogactwem przyrody z letniego dnia
smakują życia póki lato trwa.
Lecz trudno się godzić,gdy jesień dopada
młodość przemija,wiek średni się skrada.
To znów przed zimą przyroda się kłania
a człowiek już stary na nogach słania.
Jak cztery pory roku życie upływa
wiosna narodzin,młodość latem bywa
smutna jesień życia,chłodnej zimy wejście
od dziecka po młodość,dojrzałość i ………..

Wzloty i upadki pewnego narkomana

Nie słuchał nikogo,młody i naiwny
stwierdził dnia pewnego,ten świat jest zbyt dziwny.
Szukał sensu życia,przyjaciół wybierał
nic się nie przejmował,przed złem nie opierał.
Za doradcę losu wziął szatańską moc
zamroczyło długo na nie jedną noc.
W glebę liściem upadł milczący jak pień
nie wiedział,czy noc jest,czy też może dzień.
Zaszedł w swej głupocie do przedsionka zła,
gdzie doradca-szatan wpływ na niego ma.
Poznał smak odjazdu,błogiej bezczynności
zrezygnował z życia,z ludzkiej życzliwości.
Sięgnął dna swojego,Ktoś mu podał rękę
upadł,lecz się podniósł,by skończyć udrękę.
Dziś na młodych patrzy,w opiekę przejmuje
asertywność wdraża,bo zło wciąż poluje….

Biedni a jednak….

W starej wiejskiej izbie chodnik na klepisku
żar ze szczap gorących miga w palenisku.
Przy drewnianym stole ojciec z matką siedzą
skromny swój posiłek razem z dziećmi jedzą.
Chociaż bieda piszczy w każdym kącie domu
wszyscy się kochają,nie żalą nikomu,
bo serca ogromne w biedzie uchowali
razem się trzymając świetnie ją przetrwali.
Tu natura pomoc rodzinie swej daje
z miłością i pracą plony jej rozdaje.
Życie dało szansę tej skromnej rodzinie
chociaż brak jej zbytków to z głodu nie zginie.

Zatańcz ze mną

Zatańcz ze mną wraz z rytmem natury
niech aniołowie patrzą nam z góry
Zatańcz kochany,bo w sercu muzyka
gra i nie milknie-na Ciebie czeka.
Losie rytmicznie na parkiet prowadź
i kochanego w objęcia me sprowadź.
Niech w tańcu życia walcem zakręci
w ramiona porwie,bezwstydnie zachęci.
Tak zakręceni jak liście na wietrze
w objęciach Twoich łapię powietrze
wirujesz przy mnie a ja przy Tobie
w życiu codziennym i w każdej dobie.

Nie wstydź się łez

Płacz jest naszym cierpieniem,płacz też błogosławieństwem,
gdy smutek bólem przeżyć-strugi łez przekleństwem.
Toczy się po policzku łez perlistych struga
wylana i słona łza jedna i druga.
Nie wstydź się łez lanych po cichu i w skrycie,
które z bólu czy szczęścia wyciśnie Ci życie.

Ścieżki życia są trudne

Dzień za dniem zbieramy w ścieżki losu własnego
tworząc kalendarz życia z kartek dnia powszedniego.
Kartka zerwana jak liść jesienny co z drzewa spada
wciąż od rana po wieczór dobę z życia skrada.
Dni niekiedy problemem całe porastają
ścieżki życia trosk pełne,trudy zawierają.
Czasem problem przerasta,męczysz się już od rana
ból zagląda pod czaszkę,zrób więc kawę szatana
daj pomyśleć spokojnie,rozrusz styki zmęczone
a problemy usuniesz i kłopoty skończone.

Starość chyba boli

Jak boli czasem zmęczone ciało
wije się z męką w konwulsję całą.
Styrane życiem,stargane chorobą
już nie jest dla Ciebie cielesną ozdobą.
Ze skrętem członków wraz z bólem całym
z pięknej jędrności nic nie zostało.
Szkielet człowieka na starość depcze,
lecz mówi jeszcze-umierać nie chcę.

Wrażliwa dusza

Dusza w mym ciele z wrażliwości słynie
splot przykrych zdarzeń -już we łzach płynie.
Co począć może zacność mej duszy,
gdy chodzi o pomoc-z zapałem ruszy.
Obca jej zazdrość i promień rażenia,
gdy priorytetem czystość sumienia.
Siedzi więc we mnie wrażliwa dusza
stara się trzymać,lecz czasem się wzrusza.

Mój stary kochany pies

Duże oczy patrzą na mnie a w nich ufność tkwi
to mój piesek stary bardzo wita mnie od drzwi.
I co z tego,że pysk siwy i sierść zbrzydła też
to szesnaście lat miłości,jak masz psa to wiesz.
Nigdy w życiu mi nie przyszła myśl okropna tak,
by wyrzucić psa starego jak zepsuty grat.
Jeśli kochasz sercem całym to psu szczęście dasz
i do dni ostatnich jego pod opieką masz.

Kiedy wracasz z pracy….

Kiedy z pracy wracasz padasz z nóg jak mucha
jeszcze obowiązki w domu a potem poducha.
Tu gotujesz,tam pilnujesz,mąż przy komputerze
tryska chęcią,by przeczytać wiadomości świeże.
A Ty tryskasz ale pracą bo jej nie ubywa
jesteś wściekła a z pomocą mężuś nie przybywa.
I rzuciłaś zadań mnóstwo na mężowską głowę,
lecz on broni się wytrwale,mówisz-zrób połowę.
Do wieczora Wam tak zeszło,bo też pracy było
ale dobrze,że to wreszcie dzisiaj się skończyło.
Kiedy przyjdzie wreszcie chwila Wasza wymarzona
na poduszce obok męża położy się żona.
Jutro nowy dzień nastanie,ale zanim przyjdzie
ze zmęczenia sen głęboki najlepiej Wam wyjdzie.

Życie nas powoli zjada

Lata biegną,dni za nimi,własną ścieżką depcze czas
drzewa rosną a Ty z nimi czas przeżycia swego masz.
Młody jesteś jak ten źrebak,nie obchodzi Ciebie nic
tak beztrosko i bez zmartwień chcesz po prostu sobie żyć.
Jednak lata ciągle płyną jak nurt rzeki losem
Ty porwany w wirze życia musisz iść za ciosem.
Zbuduj dom i posadź drzewo,jeszcze syna jak los da
nie oglądaj się za siebie,tu i teraz wszystko masz.
Ale kiedyś za lat wiele,kiedy życie minie nam
wtedy spojrzysz w lustro swoje i nie poznasz siebie sam.
Twoje życie to historia,gdy dojrzeje z drzewa spada
wtedy dojdziesz już do wniosku-życie nas powoli zjada.

Świat to pasieka

Świat to wielka pasieka,ludzie jak te pszczoły
żądlą,dokuczają-wszechświat niewesoły.
Tyle jadu w ludziach zebrało się z czasem,
że niekiedy wściekłość miesza się z hałasem.
Wzajemnie wulgarni z egoizmem w tle
ludzie wychowani czy też raczej nie?
Wykształcenie mają,bo do szkół chodzili
tylko czemu często wokół wciąż szkodzili?
Oprócz tych z pasieki myślących do woli,
bo rozsądni wiedzą-myślenie nie boli…..

Stare fotografie

Dawne fotografie w starych ramkach zamknięte
ludzkie twarze i gesty w moment życia ujęte.
Spoglądają ciekawie tu-nasi przodkowie
jakby czas się zatrzymał oglądając je powiesz.
Z biegiem lat tracą barwę,tło bledsze się staje,
lecz nie zwracasz uwagi,bo sentyment zostaje.
To pamiątki rodzinne,zbierasz więc skrupulatnie
i w szufladzie komody chowasz je delikatnie.

Niepewna uczuć

Nie do końca wiedziała czy kocha,
bo mężczyzna nie płacze,nie szlocha.
Łzy kobiece skraplają grunt ziemi
nie wiedziała co jest między nimi.
Wszak kochała jak matka swe dziecię
właśnie jego-najmocniej na świecie.
A mężczyzna….problemu nie widzi
on też kocha,lecz uczuć się wstydzi
nie zapłacze,nie wytrze łez z oczu,
lecz zaufaj mu,on też miłość poczuł.

Zimno mi mój Boże

Chłodny wieczór, czuć zapach mgły na dworze
ręce marzną-zimno mi mój Boże
Szare chmury się unoszą jak morze
ziąbem chłoszczą-zimno mi mój Boże
Bez zachęty powoli rządzi na dworze
smutna jesień-zimno mi mój Boże
Czemu ciepło opuszcza me ciało-doktorze?
aura ziębi-zimno mi mój Boże

Wiara

Sierpień deszczem leje,łzami się zalewa
w deszczu ptaki milkną,żaden nie zaśpiewa.
Idzie babka stara swetrem otulona
życie swoje znosi wielce rozżalona.
Dokąd nogi niosą stare kości pchają
w tak paskudnej aurze odpocząć nie dają?
Żal wyrzucić chciała i bolesność z serca,
bo jej tak dokuczył ten świat poniewierca.
Między ścianą deszczu dotrzeć się udało
do domu bożego i tu pozostała.
Tu po starej twarzy łza się potoczyła,
gdy przed Panem Bogiem serce otworzyła.
Już po chwili niebo chmury łez przegnało
babkę wracającą słońcem powitało.
I tymczasem spokój w serce jej się wkradł
już inaczej patrzy babka na ten świat.